Badania wyszły ok. Nastresowałam się cały dzień co nie miara. Poza tym na ekranie widzieliśmy jak nasze Maleństwo robiło sobie trampolinę z matczynej macicy i w trakcie tych akrobacji zauważyliśmy, że coś dynga między nóżkami :).
Hmm, czyżby Maleństwo miało być Mikołajkiem?
:)
Miaużonek przekonany na 100 % od samego początku. Ja, ja chyba poczekam na 100 % wynik...
czwartek, 21 kwietnia 2011
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
Pachnie wiosną w końcu...
Dopiero wróciłam z pracy, jem własnie obiadek, który Miaużonek zostawił przed wyjściem do swojej pracy, Czworonog jak zwykle błaga o jedzenie, wiecznie głodna nieboga ;).
W pracy ostatnio ledwo wysiedzieć mogę. Trochę dobijają mnie zapachy jeszcze (obok jest pomieszczenie w którym szlifuje się pewne elementy, a szlifowany materiał daje zapach... czosnku...) i to, że właściwie przez 8 godzin nie mogę opuścić swojego stanowiska, bo a nuż ktoś przyjdzie lub zadzwoni. I niestety, kiedy już dowlekam się do domku, to jestem nie do życia, czego przykładem są liche obiadki i np. sterta prania która leży już od tygodnia. Boję się, jak później będzie nasz dom i lodówka wyglądać... Mam przed oczami obraz wielkiej mnie leżącej na kanapie wśród śmiecia wszelakiego, zgrozzzzzzzzza ;)
Póki co muszę zacisnąć zęby. Choć zmęczenie daje w kość i odbija się na samopoczuciu. Mam nadzieję, że maleństwo się nie smuci zmęczoną mamą :(.
Poza tym - rośniemy. Od kilkunastu dni noszę właściwie tylko i wyłącznie spodnie po mojej (troszkę większej ode mnie) siostrze. I bambuczek zaczyna się zaokrąglać. A, że apetyt mam od początku, to niestety zaokrągliła się też szanowna czteroliterowa. Obym nie skończyła na liczbie trzycyfrowej!!!
Wygrałam na allegro zestaw ciuszków na ciążę i niedługo będę miała kilkanaście ubrań w cenie jednej oryginalnej pary spodni!
Poza tym w czwartek mamy badanie przezierności. Trochę się zaczynam stresować. Osobiście stresowo podchodzę do wszystkiego, a co mówić o takim badaniu! No nic, póki co pobiegam sobię trochę po blogach (mały odstresowywacz), a potem postaram się wziąć w garść i ugotować wielki gar pomidorówki dla mojego miaużonka, ostatnio dość zabiedzonego niestety :(. Nie mam jakiś napadów humorków czy coś, jestem spokojna jak nigdy, ale też i męczę się szybko jak nigdy i Miauzonek rozpieszczony dobrymi obiadkami pewnie jest teraz w szoku. Żartuję, biedny pomaga mi jak wariat- sprząta w domku, gotuje, robi zakupki, tylko jakoś do prasowania nie można go zagonić ;)
Zmykam.
PS. Wciąż szukamy ofert mieszkań, ale chyba będzie ciężko. Mamy ograniczone możliwości finansowe, a to na co nas stać to kompletne ruiny do gruntowego, kilkudziesięciotysięcznego remontu. I tak zamyka się błędne koło :/
W pracy ostatnio ledwo wysiedzieć mogę. Trochę dobijają mnie zapachy jeszcze (obok jest pomieszczenie w którym szlifuje się pewne elementy, a szlifowany materiał daje zapach... czosnku...) i to, że właściwie przez 8 godzin nie mogę opuścić swojego stanowiska, bo a nuż ktoś przyjdzie lub zadzwoni. I niestety, kiedy już dowlekam się do domku, to jestem nie do życia, czego przykładem są liche obiadki i np. sterta prania która leży już od tygodnia. Boję się, jak później będzie nasz dom i lodówka wyglądać... Mam przed oczami obraz wielkiej mnie leżącej na kanapie wśród śmiecia wszelakiego, zgrozzzzzzzzza ;)
Póki co muszę zacisnąć zęby. Choć zmęczenie daje w kość i odbija się na samopoczuciu. Mam nadzieję, że maleństwo się nie smuci zmęczoną mamą :(.
Poza tym - rośniemy. Od kilkunastu dni noszę właściwie tylko i wyłącznie spodnie po mojej (troszkę większej ode mnie) siostrze. I bambuczek zaczyna się zaokrąglać. A, że apetyt mam od początku, to niestety zaokrągliła się też szanowna czteroliterowa. Obym nie skończyła na liczbie trzycyfrowej!!!
Wygrałam na allegro zestaw ciuszków na ciążę i niedługo będę miała kilkanaście ubrań w cenie jednej oryginalnej pary spodni!
Poza tym w czwartek mamy badanie przezierności. Trochę się zaczynam stresować. Osobiście stresowo podchodzę do wszystkiego, a co mówić o takim badaniu! No nic, póki co pobiegam sobię trochę po blogach (mały odstresowywacz), a potem postaram się wziąć w garść i ugotować wielki gar pomidorówki dla mojego miaużonka, ostatnio dość zabiedzonego niestety :(. Nie mam jakiś napadów humorków czy coś, jestem spokojna jak nigdy, ale też i męczę się szybko jak nigdy i Miauzonek rozpieszczony dobrymi obiadkami pewnie jest teraz w szoku. Żartuję, biedny pomaga mi jak wariat- sprząta w domku, gotuje, robi zakupki, tylko jakoś do prasowania nie można go zagonić ;)
Zmykam.
PS. Wciąż szukamy ofert mieszkań, ale chyba będzie ciężko. Mamy ograniczone możliwości finansowe, a to na co nas stać to kompletne ruiny do gruntowego, kilkudziesięciotysięcznego remontu. I tak zamyka się błędne koło :/
wtorek, 12 kwietnia 2011
Zmiany?
Powolutku przymierzamy się do kupna innego mieszkania. Na razie to faza przeglądania ogłoszeń i ofert kredytowych, ale z każdym dniem coraz bardziej mamy dość tego aktualnego miejsca w którym stacjonuje nasza rodzinka. Dużo by pisać, więc sobie daruję powody zmiany, bo zaczęłabym przeklinać, złorzeczyć i niepotrzebnie się stresować.
niedziela, 10 kwietnia 2011
Niedziela
a ja grzeszę już od rana. Grzeszę sprzataniem, bo zapowiada się na dwa tygodnie bez dnia wolnego w pracy, a dom woła o natychmiastowe odgruzowanie i odchwaszczenie. Chwilowo robię przerwę, coby się nie przeforsować. Przede mną najgorszy etap - moja szafa. Robię eliminację. Nie dopinam już żadnych moich spodni i spódnic, połowy koszul i dopasowanych bluzek, więc zapowiada się na pierwszy od lat powiew wolnego powietrza w szafie. Ale nie na długo, hehe, bo już jestem w trakcie licytacji pewnego uroczego zestawu ciuszków na kolejne, szersze miesiące ;)
Wolny piątek i sobotę spędziłam u rodziców, dzisiejszy poranek u teściów. Strasznie ostatnio ciągnie mnie do mam i gdyby nie dzielące nas kilkadziesiąt kilometrów, to siedziałabym u nich codziennie.
Podładowałam trochę akumulatory, mam nadzieję, że pozytywnej energii starczy mi choć do środy.
Kończę, bo pół domu rozgrzebanego, a mam jeszcze dziś zrobić osobisty kącik piękności, a co.
Wolny piątek i sobotę spędziłam u rodziców, dzisiejszy poranek u teściów. Strasznie ostatnio ciągnie mnie do mam i gdyby nie dzielące nas kilkadziesiąt kilometrów, to siedziałabym u nich codziennie.
Podładowałam trochę akumulatory, mam nadzieję, że pozytywnej energii starczy mi choć do środy.
Kończę, bo pół domu rozgrzebanego, a mam jeszcze dziś zrobić osobisty kącik piękności, a co.
Subskrybuj:
Posty (Atom)