Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Ostatnie dni to przede wszystkim kompletowanie szkolnej wyprawki, kupowanie nowej garderoby i ogólnie przygotowanie do ważnego czasu, który przed naszą Haneczką. Już za chwilę pierwszy dzwonek, a nasza córeczka zostanie uczennicą pierwszej klasy!
Póki co korzystamy jeszcze z wolności ;)









czwartek, 5 października 2017

38 tydzień

Dziś zaczynamy 38 tydzień ciąży, więc jak to ujął mój ginekolog - wkraczam w okres okołoporodowy, a za tydzień ciąża będzie już donoszona.


(zdjęcie z sosrodzice.pl)


Jak czytam w różnych miejscach, że mogę urodzić już w każdej chwili, to hmm... trochę stresik mnie oblatuje ;)
Wielki dzień zbliża się wielkimi krokami, a ja czuję, że te 9 miesięcy minęło jak jeden dzień i prawdę mówiąc chyba nie zdążyłam się nacieszyć ciążą ;)

Myślę też, że odetchnę głęboko dopiero, kiedy Jasiulek będzie zdrowy i silny po drugiej stronie brzucha :)

Myślę też, że CHYBA mamy zakupione i przygotowane wszystko na pierwsze tygodnie z maluszkiem - dziś przyszło ostatnie zamówienie z apteki, na dniach ma przyjść jeszcze prezent dla Hani od braciszka (wymarzona gitara elektryczna... zabawkowa na razie ;). W przyszłym tygodniu chcę jeszcze dokupić pampersy, poduszkę rogal do karmienia, może poduszkę motylek dla noworodka i prezent dla Jasia od Hani.
Trochę stresuję się też tym jak poradzą sobie moje ludki, kiedy ja będę w szpitalu z maleństwem. Nie oszukujmy się, ale w naszej rodzince to ja jestem od całego zaplecza domowego i nie wiem jak mój kochany mąż sobie poradzi ;) A tym razem chcemy uniknąć stresów i nie ściągać nikogo do pomocy, chyba wolimy się urobić, ale w spokoju i bez nerwów ;)

***

A co u Hanuli? Właśnie zaliczamy pierwsze chorowanie z antybiotykiem w tym roku przedszkolnym - parodniowe pobolewanie głowy, gardła i ucha, okazało się zapaleniem gardła, więc ten tydzień Hania spędza w domu. Na moje szczęście pogoda jest taka sobie i daję radę utrzymać ją w domu. Na szczęście humor i apetyt jej nie opuszcza, co nie jest takie łatwe przy antybiotyku. Pamiętam jak kiedyś antybiotyk rozwalił jej apetyt na conajmniej 3 miesiące... Jak tylko skończymy leczenie, muszę ją zaopatrzyć w jakieś suplementy z witaminami, żeby chociaż trochę uchronić ją przed chorobami - zaraz w domu będzie noworodek. Chyba zdecyduję się na smakowy tran i witaminowe żelki, póki co czytam opinie i szukam najlepszych opcji.
A co robimy w czasie przymusowego wolnego?
Układamy puzzle, tańczymy, czytamy, robimy obrazki z liści, kolorujemy, trochę się uczymy. Dziś też jedziemy po kolejną porcję książeczek do naszej biblioteki. A co do naszego uczenia się w domu - Hania za rok idzie do pierwszej klasy i troszkę chcę jej pomóc. W tym celu zamówiłam jej zestaw książeczek Ale mądrale, czyli Sześciolatek wie, Sześciolatek liczy i Sześciolatek i przyroda:



(zdjęcia z ksiegarnia-edukacyjna.pl)

Oczywiście nie będę jej zmuszać, żeby jej nie zrazić. Na szczęście Hanula uwielbia bawić się w szkołę, więc w formie takiej zabawy można wiele przekazać :)

czwartek, 31 sierpnia 2017

Powału kończymy 32 tydzień

Wczoraj byliśmy na kolejnej wizycie i podglądaliśmy naszego synka, który waży już ok. 1800 g. Wiercił się szkrab bardzo, tak, że ledwo dał się zmierzyć i zbadać przepływy :) Wszystko jest ok, wyniki krwi i moczu też mam dobre, kolejna wizyta 19.09 będzie to już 34 tydzień. Maluszek jest bardzo ruchliwym dzieciaczkiem, o ile pamiętam, to Hanula aż tak się nie wierciała :) A tu bardzo często czuję i widzę a to pupkę, a to nóżkę :) Coraz częściej jest to dość bolesne, ale nie narzekam - za długo na to czekałam :)

***

Na ten weekend mamy zaplanowane w końcu malowanie pokoju Hani, dziś najprawdopodobniej kupujemy farby i resztę rzeczy potrzebnych do remontu.

W poniedziałek Hanulka wraca do przedszkola - zaczyna ostatni rok beztroski, za rok o tej porze będzie szykowała się do pierwszej klasy! W naszym przedszkolu oprócz kapci, ciuszków na zmianę oraz pasty i szczoteczki nic dzieciom do wyprawki nie potrzeba. Oczywiście Hanula przez lato podrosła i trzeba ją zaopatrzyć w parę nowych ciuszków i kapcie i od dwóch dni nie możemy zrobić zakupów, bo centrum handlowe obok nas ciągle ma jakieś awarie - wczoraj problemy techniczne, a dziś brak prądu :/ Nie lubię takich sytuacji jak coś mi nie idzie w zgodzie z planem. Oczywiście mogłabym wybrać się dalej, ale po pierwsze bez samochodu (mąż od rana do nocy w pracy) i w ciąży to dość trudne, po drugie u nas wszędzie obecnie są dramatyczne wręcz korki, a po trzecie obok nas mam akurat te sklepy, które najbardziej lubimy :)

Pozostając w temacie zakupowym, poza zakupami przedszkolnymi, czeka mnie jeszcze zakup kosmetyków dla maleństwa oraz paru rzeczy dla mnie do szpitala.

Wciąż jeszcze łózeczko czeka na dokończenie malowania i musimy wybrać się po nową kanapę do pokoju Jasia, gdzie na początku będziemy spali. Niestety ale ostatnio mój mąż w pracy jest non stop i do domu wraca tylko na spanie. Takie są uroki prowadzenia własnej firmy :( Od przyszłego tygodnia jednak w firmie ma być więcej luzu, więc mam nadzieję, że uda nam się nadgonić zaległości remontowo - zakupowe. Mam też plan od przyszłego tygodnia zacząć pomału szykować dom na przyjście synka - pomału chcę generalnie posprzątać nasze mieszkanko, a czekam, aż Hanula wróci do przedszkola - teraz staram się poświęcać jej czas w 100%.

piątek, 25 sierpnia 2017

Wózek dla synka

Jakiś czas temu pisałam, że wybieramy się na poszukiwania wózka. Nawet nie spodziewałam się, że kupimy go od razu - najpierw chciałam się rozejrzeć, miałam też kilka typów i chciałam posprawdzać ceny, żeby ewentualnie zamówić w internecie.

Na żywo okazało się, że wózki, które mi się podobają są słabej jakości (a to szok przy cenie niektórych), a na dodatek przy moim wzroście (160 cm) wyglądam jak dziecko bawiące się w mamę ;)

W końcu wylądowaliśmy w hurtowni, w której 6 lat temu kupiliśmy wózek dla Hani. Hurtownia zmieniła miejsce, ale za to obsługiwał nas Pan, który 6 lat temu sprzedał nam wózek dla Hani :)

Nasz wybór padł na wózek 3w1 Tutek Grander Lift, a co najśmiejszniejsze chciałam ten wózek kupić właśnie 6 lat temu, ale jednak kupiliśmy wówczas Bexę. Nasz wózek to oczywiście nowy model, a nie z 2011 :)

Nasz wózek ma wszystko, co chciałam i przede wszystkim jest lekki, zwrotny i stabilny. Wizualnie też mi się bardzo podoba, bo jest bardzo zgrabny i w moich ulubionych kolorach :) Więcej o wózku można poczytać na stronie producenta (stamtąd też zdjęcie):

Mam nadzieję, że Maluszkowi też się spodoba i nasz synek będzie chętnie w nim jeździł. Hanula uwielbiała spacery w wózku i bardzo miło wspominam nasze codzienne spacery, mam nadzieję, że tym razem będzie podobnie.

W kolejnym poście napiszę co tam mamy już w wyprawce dla synka. Muszę obfotografować na pamiątkę :)

piątek, 2 marca 2012

Przypomniało mi się dzieciństwo...

... a to za sprawą tych dwóch książek:



... a kiedy zobaczyłam "Daktyle", to aż mi się łezka w oku zakręciła...



i przypomniałam sobie moją sekretną szufladę u Dziadków, gdzie miałam swoje skarby: książeczki, wierszyki, malowanki, wycinanki. Wiele książeczek dziś miałoby zawrotną pewnie wartość, bo były to wydania sprzed wielu lat zanim na świecie pojawiłam się ja. Obecnie mam misję odnalezienia tych książeczek (te z dziadkowej szuflady niestety nie ocalały), więc namiętnie przeszukuję wiadomy serwis aukcyjny, a poszukiwania są żmudne i trudne, bo kompletnie nie pamiętam już tytułów czy autorów i pamięć odświeżyć mogą tylko okładki. Więc szukam i szukam. Mam nadzieję, że Nasza Księgarnia wyda kolejne tomy, bo te wierszyki i wspaniałe ilustracje wspaniale działają na wyobraźnię.

A skoro już jestem w temacie książek, to fajną pozycją jest "Dziecko w lustrze" C. Fernyhouck'a. To taka próba zrozumienia dziecka od okresu noworodka do lat trzech. Ciekawa pozycja, troszkę zaskakująca miejscami, bo wiele rzeczy okazuje się być bliżej biologii niż metafizyki ;) Ach ci naukowcy, aż chce się westchnąć ;) Nie mniej jednak, książka ciekawa.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Co kupić dla dzidziusia, czyli używamy, polecamy, odradzamy...

Pomyślałam, że zrobię taką notkę o naszych osobistych dzidziusiowych hitach i kitach
zakupowych. Może komuś się przyda? Pamiętam jak przed każdym zakupem, przeszukiwałam internet, więc może nasze małe doświadczenia komuś pomogą...

HITY:

1. Ubranka. Najwygodniejsze są body plus śpioszki lub półśpioszki, szczególnie w pierwszych miesiącach, kiedy dostęp do tyłeczka musi być łatwy i szybki, ze względu na jego częstość. Rożki to też fajne rozwiązanie w przypadku noworodków. Ciepło dla maluszka, pewnie się trzyma niedoświadczonemu rodzicowi. Dla starszego maluszka fajną rzeczą do spania jest śpiworek (Miaużonek nazywa to workiem na ziemniaki), szczególnie dla takiego kopacza jak nasza córcia ;).



2. Kosmetyki do mycia. Od początku używamy płynu do ciała i włosów Nivea Baby Nutri Sensitive oraz oliwki hipoalergicznej, również od firmy Nivea. Stosujemy od początku i Hanula ma śliczną, miękką i pachnącą skórkę. Zero podrażnień, reakcji uczuleniowych i innych tym podobnych historii.





3. Kremy do buźki. Na dwór smarujemy malutką Kremem na każdą pogodę od Nivea Baby, a na codzień kremem Bobo A+E firmy Linomag. Oba kosmetyki świetne - zero podrażnień, dobra ochrona.





4. Kremy do pupy. Sudocrem. Od początku li i jedynie. Efekt? Ani jednego dnia z jakimkolwiek pupciowym problemem.



5. Chusteczki do tyłeczka. Nasz numer jeden to chusteczki od firmy Johnson&Johnson. Duże, świetnie nawilżone (ale nie mokre), idealnie "wyciągają się" z pudełka zastępczego, czego nie można powiedzieć chyba o nawet oryginalnych wkładach (ale o tym później). Bałam się trochę tych chusteczek, ze względu na opinię o uczuleniach jakie powodują kosmetyki J&J. Jestem pozytywnie zaskoczona. Bardzo dobrym produktem są też chusteczki Dzidziuś firmy Cleanic. To nasz numer dwa.





6. Pieluszki. Od urodzenia używamy pieluszek Huggies, niedługo zaczynamy trzeci poziom ;) Plusem jest to, że pieluszki są bardzo naturalne, z bawełną. Nie znam się na składach chemicznych itp., ale mam wrażenie, że są o niebo mniej naszpikowane plastikiem, niż np. Pampersy, które nie przepuszczają żadnych zapachów, nawet dwutonowej kupy. Minusem jest to, że są dość sztywne, ale zgniatamy przed założeniem i jest ok. Zero reakcji alergicznych, zero przeciekania, odparzeń itp.



7. Akcesoria higieniczne. Świetne "wynalazki" to cążki Tommee Tippee, aspirator do noska Frida oraz mata do kąpieli. Mata to świetne rozwiązanie, jeśli kąpie się dzidziusia samodzielnie. Minusem jest niestety to, że trzeba często kupować nową, a przed każdą kąpielą wyparzyć (wiadomo- zarazki lubią takie gąbki).

8. Zabawki. Hanula jest jeszcze malutka i nie mamy za bardzo doświadczenia w krainie zabawek, ale muszę pochwalić dwa produkty firmy Tiny Love. Karuzelkę Klasyczną oraz Interaktywną Dwustronną Książeczkę. Oba produkty są świetnie wykonane, trwałe, w żywych, pięknych kolorach. Karuzelka to aktualnie największa miłość Hani, a książeczka umila leżenie na brzuszku. Produkty bez których obecnie nie wyobrażam sobie naszego dnia.





9. Smoczki. Poddaliśmy się po tygodniu od porodu. Parę firm wypluła, a z namaszczeniem ssie smoczki firmy Lovi. Solidnie wykonane, miłe dla oka, a co najważniejsze bezpieczne dla zgryzu i kształtem przypominające maminy sutek. Kupujemy już trzecie opakowanie (pakowane po dwa).



10. Butelki. Właściwie nie używamy, bo Hanula jest dzieckiem karmionym piersią, ale mieliśmy parę sytuacji pt. To chyba kolka!, kiedy małej podawaliśmy herbatki koperkowe. Podobnie jak ze smoczkami. Parę butelek było beeee. Najlepsza dla Hani jest butelka firmy Lovi, ta ze smoczkiem imitującym sutek. Ssie jak cycusia. Z uśmiechem i namaszczeniem ;)



11. Wyposażenie pokoiku dziecięcego. Niby rzeczy oczywiste, ale nie mogłabym się obejść bez: małej lampki nocnej z energooszczędną żarówką, przewijaka na łóżeczko, poduszki rogala do karmienia (po cc idealna do karmienia, potem na obolałą szyję mamy, a na koniec do podtrzymywania półleżacego malucha), leżaczka - bujaczka i przybornika zawieszanego na łóżeczko (pampersy, pieluchy, chusteczki prosto pod ręką).




12. Waga elektroniczna. Nie jest to na pewno artykuł pierwszej potrzeby (nasza waga to prezent od dziadków), ale jaki spokój z kontrolowaniem wagi! My mamy firmy Abakus baby, a waga pokazuje do 30 kg. Bardzo dokładna, zajmuje mało miejsca.



Coś dla mamy, czyli...

9. Krem na rozstępy. Za dosłownie symboliczną cenę. Olejek Babydream z Rossmanna. Codzienne smarowanie od stóp do głów dało efekt. Zero rozstępów na brzuchu, tyłku i udach. A wiem co mówię, bo rozrosłam się o 16 kg.



10. Maść na popękane brodawki. Polecam Lano-maść Ziajka. Stosowałam od końcówki ciąży (hartowanie) do pierwszych najboleśniejszych dni po ciąży. Pomogło, brodawki nie popękały.



11. Poduszka - rogal. Kupiłam z myślą o karmieniu, ale nawet nie wiedziałam jakim udogodnieniem będzie po moim niespodziewanym cc. Przez pierwszy miesiąc była używana do każdego karmienia, teraz albo na niej śpię, albo kładę Hanulę w pozycji półleżącej. Nasza jest firmy Ty i My. Elastyczna, dobrze dopasowuje się do ciała. Fajna rzecz.



12. Ubrania. Przez pierwsze tygodnie po ciąży, obolałe ciało najlepiej czuło się w legginsach i rozciągliwych tunikach z łatwym dostępem do dekoltu. Nie wyobrażam sobie również mojej aktualnej garderoby bez biustonoszy do karmienia, a skoro o piersiach mowa, to...

13. Wkładki laktacyjne. Przetestowałam chyba wszystkie dostępne na rynku i moimi faworytami są wkładki Johnson&Johnson. Miałabym innego faworyta, gdyby nie cena... Bo niestety, ale wkładki u mnie "idą jak woda", więc w konsekwencji ze względu na cenę i w miarę dobrą jakość, faworytem są te od J&J (ok. 15 zł za 50 szt). Dobrze chłoną, miękkie i w miarę tanie. Na drugim miejscu są wkładki Lovi, które są cienkie, praktycznie niezauważalne i superchłonne. Ale cena niestety dyskwalifikuje, bo 25 zł za 40 sztuk to jednak sporo...



14. Witaminy. Od początku stosuję witaminy Femibion. Dość drogie, ale efekty są. Póki co włosy nie wypadają, paznokcie się nie łamią, a dziury w zębach nie powstają ;)



15. Książki o ciąży. Z całym przekonaniem mogę polecić pozycję W oczekiwaniu na dziecko H. Murkoff, S. Mazel. Moja "Biblia" ciążowa. Precyzyjna, fachowa, szczegółowa książka. Bez zbędnych czy niedostosowanych do polskich realiów rzeczy.



A teraz coś mniej miłego, czyli:

KITY:

1. Ubranka. Nie przepadamy za pajacykami, bo, żeby dostać się do tyłeczka, trzeba rozpinać aż do połowy. Dla leżących maluszków nie najlepsze są też wszystkie ubranka z kapturami. Fajnie to wygląda, ale na wieszaku. Dziecko leży, a z tym kapturem nie wiadomo co robić. Na głowę założyć? Za gorąco przecież. I jeszcze... Ubranka wkładane przez głowę, te najmniejsze dla noworodków. Zgroza dla niedoświadczonego rodzice, stres dla maluszka - czym ty zakrywasz mi oczy?!

2. Kosmetyki pielęgnacyjne. Mam właściwie tylko jeden kit. Oliwkę Bambino. Bez obrazy, ale ona... śmierdzi normalnie, no!

3. Chusteczki do tyłeczka. Wszystkie firmy Pampers. Na początku używaliśmy tylko tych, a dziś wiem, że są o niebo lepsze. Chusteczki Pampers są dobrze nawilżone, ale małe i ciężko się wyjmują (po parę na raz i ciężko je rozłożyć). Są lepsze i tańsze.
Jeszcze przed porodem dostaliśmy też paczkę od firmy Huggies i o ile pieluszki są dla nas świetne, to chusteczki niestety... beznadziejne. Suche, zbite, trudno się wyjmują. Aż miałam wrażenie, że dostaliśmy przeterminowane chusteczki... Ale nie data ważności była jeszcze dłuuuga, więc niestety chusteczkom Huggies mówimy nie.

(w zamian za paczkę od Huggies, miałam zrobić notatkę, ale... zapomniałam, aż niedawno przeczytałam maila od Pani, która mi paczkę przysłała...)

4. Smoczki. Dla nas nie pasują ani Tommee Tippee (dziwnie ścięty smoczek, tak pod skosem), ani Avent (jakieś takie duże, a obudowa niewyprofilowana i odstaje od buźki).

5. Butelki. Nie dla Tommee Tippee. Dlaczego? Cycusiowa Hanula w ogóle nie chciała ssać, mimo, że smoczek imituje sutek. Poza tym butelkę ciężko się czyści, zostają osady (używamy płynu NUK), nie pasuje do standardowych podgrzewaczy i opakowań termoizolacyjnych. Ciężko dostępne.

6. Laktator. Niestety, ale firma Tommee Tippee znów nas zawiodła, albo my nie umiemy stosować ich produktów ;) Laktator po prostu nie ciągnie. Szkoda, bo zostałam bez odciągacza, a kasa poszła w siną dal.

7. Krem po po porodzie Mamma Mia Ziajka. Bardzo niewydajny (skończył się po dwóch tygodniach), zero efektów. Na szczęście niedrogi, więc ten kit nie szarpnął mnie po kieszeni.

8. Wkładki laktacyjne Bella. Stanowcze nie. Przemakają. Trzeba zmieniać kilka razy dziennie. Wyglądają jak duże waciki kosmetyczne, strzępią się po bokach. Bez obrazy, a dla mnie klapa.

9. Stelaż do wanienki. A tyle się naczytałam, że nie warto. Myślałam sobie - ja na pewno będę używać. Codziennie! I co? Stoi w piwnicy, bo w domu nie było gdzie schować tego metalowego ustrojstwa, a najlepiej kąpie mi się Małą w wanience postawionej na podłodze...

10. Wózek. Jak sobie przypomnę swoje wpisy o tym ile to się naszukałam i naczytałam o wózku idealnym... to aż mi głupio, bo nasz wózek firmy Bexa okazał się totalną, plastikową KLAPĄ. Po dwóch tygodniach wypadły łożyska z kół. Po dwóch miesiącach stelaż zaczął piszczeć i się trząść. Po trzech miesiącach zaczyna szwankować rączka od fotelika. Kiedy czekaliśmy na nowe koło, w zastępstwie używaliśmy wózka kuzynki. X-landera Priam. I pluję sobie w brodę, że nie dołożyliśmy paru stów i nie zainwestowaliśmy w znaną i sprawdzoną markę. Wózek kuzynki ma cztery lata i jest w genialnym stanie wizualnym i technicznych (normalnie jak opis aukcji mi wyszło ;). A komfort użytkowania... Bajka! Nasza Bexa pewnie się niedługo rozpadnie, a miała być to inwestycja na pewno do drugiego malucha. Niestety, czasem nie warto oszczędzać.

Ani KITY ani HITY, więc warto się wstrzymać...

1. Podgrzewacz do butelek i słoiczków. Jeśli karmi się piersią to podgrzewacz można sobie darować na pewno do momentu wprowadzenia stałych posiłków.

2. Osłonki na piersi. Jestem przezorna, więc kupiłam. I leżą sobie nierozpakowane.

3. Laktator. Jeśli będzie się z dzieckiem non stop, to właściwie też można sobie darować. Może się przydać na nawał, ale można też wziąć sprawę we własne ręce ;)

4. Ceratka pod materac. Okazuje się, że dzidziuś aż tak nie siusia ;)

5. Poduszka typu Klinek. Równie skuteczne, a bezpłatne jest włożenie pod materac np. ręczników, albo książek pod nóżki łóżeczka.

6. Pas poporodowy. Brzuch znikł sam (cud normalnie :), pas leży nierozpakowany.

7. Zbyt duża ilość mega wielkich podpasek. Może się okazać, że te wielgachne podpachy będziemy używać tylko przez kilka dni, a potem już śmiało będzie można stosować zwykłe, normalne podpaski. Mi zostały trzy opakowania, chyba potnę na waciki ;)))

8. Myjki, gąbki i inne szorowidła do kąpieli maluszka. Okazuje się, że najlepiej myje się maluszka własną ręką.

9. Pielęgnacja pępuszka. Chyba nie warto kupować żadnych specyfików do pielęgnacji kikutka, tym bardziej, że teraz zaleca się pielęgnację "na sucho". My nie smarowaliśmy kompletnie niczym, a pępuszek pięknie odpadł w 6 dobie. Na wszelki wypadek mieliśmy jednak parę gazików ze spirytusem, bo jak już wspomniałam jestem przezorna i wyznaję zasadę mojej babci: Lepiej nosić, niż prosić ;)

To by było na tyle. Jak sobie coś przypomnę to dopiszę.
A firmy chwalone proszę o kontakt w celu zapłaty za reklamę. Hehe, żartuję ;)

PS. Nie wiem co z tym całym ACTA. Zdjęcia są z Internetu, więc nie są moją własnością, chyba mnie nie zamkną, co?

wtorek, 24 stycznia 2012

wtorek, 11 października 2011

Dreszczyk

Właściwie nic ciekawego nie mam do napisania, zajrzałam tylko na bloga, żeby sprawdzić suwaczkowy stan, tzn. który to dzień, ile do końca - taki tam nałóg ciążowy...

No i jak zobaczyłam, że to 15 days to go, to... nie powiem... sparaliżowało mnie z lekka. Ekhm i tak jakby stresik mnie obleciał?

To ja może idę się czymś zająć, coby nie myśleć.

PS. Z weekendu u rodziców przywiozłam 2 reklamówki ubranek. Podejrzewam, że moja mama wpadła w dzieciowoubraniowy zakupoholizm.

poniedziałek, 26 września 2011

Wizyta

Hanusia dalej młodsza o te kilka dni. Na dzień dzisiejszy ma 2600 kg i rozwija się prawidłowo to nasze maleństwo. U mnie też wszystko ok, robię się BIG MOMMA bo już 15 kg na plusie. No niestety nocne pałaszowanie czekolady robi swoje ;)

A poza tym... Wybraliśmy wózek. Ma wszystko, czego chcieliśmy i mam nadzieję, że się sprawdzi.
Bexa B4X:



W zestawie jeszcze fotelik, spacerówka i takie tam bajery jak torba, folia itp.

Acha. Spakowałam dziś nasze torby do szpitala. Coby w razie czego, o jeden stres było mniej. I powoli kończę hanusiny pokoik. Efekty niebawem... :)

sobota, 24 września 2011

Raz na domowo

Lubię jak mi wszystko w domu lśni, pachnie i idealnie leży. Jednakże odkąd jestem w ciąży trochę przystopowałam z tym pedantyzmem moim i sprzątam solidnie li i jedynie raz w tygodniu. Wcześniej potrafiłam codziennie pucować podłogi. Ot, taki nieszkodliwy nałóg.

Całą ciążę czułam się (i nadal czuję) właściwie jakbym w tej ciąży nie była. I nawet trochę zawiedziona się czułam - bo gdzie to sapanie, gdzie to stękanie? I właściwie ciężarówką zaczynam się czuć dopiero teraz - parę metrów przed metą. Powoli ciężko wejść na to nasze trzecie piętro, szczególnie gdy się zapomnę i biegnę jak zwykle. Kiedy w kucki sznuruję buty - wszystkie kości zaczynają protestować. Kiedy za długo siedzę wyprostowana jak należy, Hanula zaczyna świrować - chyba coś jej wtedy przygniatam. A kiedy za długo chodzę, to brzuch zaczyna ważyć tonę, a stopy podwajają objętość. Ale i tak najbardziej ciążowo czuję się w nocy, kiedy to muszę budzić Miaużonka, żeby mnie przeturlał z boku na bok ;)

I ciężarówką czuję się dziś bardzo, ale to bardzo. Kiedy zwykle, domowe sprawy robione zwykle w 2-3 godziny, zajęły mi ponad 6. I choćbym chciała, to nie przyśpieszę - Hanula w sekundę daje o sobie znać, zupełnie jakby chciała powiedzieć Matka! Przystopuj trochę!

PS. Poza tym dostałyśmy Zestaw dla noworodka od Huggies. I już się nie mogę doczekać, kiedy przetestujemy. Jak sobie pomyślę, że ta mała dupcia, która teraz się wypycha pod moim lewym żebrem, będzie nosiła te pieluchy, to normalnie nie wierzę :)))



Acha, a właśnie przed chwilą Matula przysłała mi zdjęcia z takimi cudeńkami:









Normalnie jestem nudna, ale godzinami mogłabym oglądać rzeczy, które czekają na Hanię. Po weekendzie przyjdzie przesyłka z ostatnimi już wyprawkowymi akcesoriami i wtedy zrobię długą i bardzo monotematyczną notkę zdjęciową. Wszystkie te nawet najdrobniejsze przedmioty dają tak wielką radość :) Ostatnio pół godziny oglądałam najzwyklejsze skarpetki. Bo zwariowałam ;) Z miłości do córci :)

wtorek, 13 września 2011

Poszukiwań wózka ciąg dalszy

i wózek dalej nie znaleziony. Wygląda na to, że Hanulę będziemy nosić w koszyku. Śmiechem żartem, nawet wybór kierunku studiów był łatwiejszy ;).

czwartek, 1 września 2011

Wrzesień...

tegoroczne lato minęło mi bardzo szybko. Zbyt szybko. Właściwie nie byliśmy na żadnym typowo wakacyjnym wyjeździe, nawet nie zanurzyłam palca w jeziorze, a tu już właściwie po lecie. Chociaż, co to było właściwie za lato? Wczesna jesień raczej. I jesiennie już tak - ciemne i chłodne wieczory, zmiany czuć w kościach normalnie ;). Przyszła jesień, a ja bosa zostałam. Lato przechodziłam w sandałach i klapkach i okazało się, że wszystkie moje kryte buty są za małe. Nogi mi nie puchną. Po prostu rozmiar mi się powiększył z 37 do 38. Właściwie wszystko urosło mi o rozmiar. A tyłek i uda nawet o 2. Póki co, czekam na kuriera. Zamówiłam buty i czekam jak na zbawienie, bo na japonki to już niestety za chłodno, a adidasy to uznaję tylko na siłowni i w lesie ;).



Poza tym, mamy a właściwie mieliśmy w kuchni pustą, jasną ścianę nad stołem, która spędzała mi sen z powiek, bo po pierwsze goła taka, a po drugie dzień po malowaniu już brudna. To myślałam, myślałam i wymyśliłam:







Miaużonek padnie trupem jak wróci z pracy ;)



E tam, mi się podoba. Taki imprezowy klimat się zrobił ;). Jeszcze planuję kupić do salonu taki wzór, bo nad kanapą też będzie taka strasząca nagością ściana, a prawie identyczny wzór na zasłonach. Obkleję dom jak szalona normalnie ;) Dziś przyjeżdza nasza kanapa. Powoli nasz dom zaczyna przypominać dom. Jeszcze tylko drzwi i będzie cud miód ;).



piątek, 12 sierpnia 2011

Wózek

po wczorajszej wizycie w dwóch największych w moim mieście hurtowniach z art. dziecięcymi, wiem jedno. Że kompletnie nie wiem jaki wózek kupić. Wcześniejsi faworyci odpadli po spotkaniu twarzą w twarz. Ns placu boju pozostali: Tako, Babe Beni i Babyactive. I jeszcze jeden którego nazwy nie pamiętam, ale podnosił się jednym palcem.



Poza tym dziś pan budowlaniec zaczyna kłaść nam kafelki. Najbardziej boję się o decory. Dostał instrukcje co i jak, ale i tak mam stresa. Mam złe doświadczenie z budowlańcami. Przykładem jest nasze aktualne mieszkanie, które mogłoby być brane za wzór prowizorki kompletnej :/



No, ale może będzie ok.

środa, 10 sierpnia 2011

29/30 tydzień

Jutro rozpoczynamy 30 tydzień ciąży. Hmm... to zaczyna brzmieć bardzo poważnie (gdyby nie to, że jednak przy moim starym tempie łapie mnie zadyszka, a malowanie paznokci u stóp stało się hmm... dość trudne, to nie czułabym właściwie, że jestem już zaawansowaną ciężarówką), a aktualnie hanulkowy domek wygląda tak (tło niezbyt wyszukane, ale to jedyny kąt, gdzie nie ma stosu kartonów):







Wciąż nie poznaję siebie samej na zdjęciach. Taka pulchniutka się zrobiłam. Dziwne uczucie. Ale co tam. Grunt, żeby Hani było dobrze i wygodnie (czytaj: miękko ;).



Poza tym, ostatnio kiedy byłam u rodziców, kolejny raz przeglądałyśmy z Matulą hunusiowe ubranka i niestety Czworonog został zatrudniony do niewdzięcznej roli manekina pokazowego (mam nadzieję, że nie zajrzą tu Obrońcy Praw Zwierząt):







Zaraz z placu boju wraca Miaużonek i muszę jakoś go zmusić, żeby podwiózł mnie tu i tam. Spoglądając dziś za okno (15 st.) doszłam do wniosku, że żadne moje okrycie wierzchnie nie domyka się nawet na pół centymetra i trzeba kupić chyba jakąś pelerynę czy inny spadochron, bo przecież zanim Haneczka się wykluje, a matka powróci do rozmiaru 36, to nastaną już mrozy, deszcze i pluchy.



PS. Ekspresowy upływ czasu wydać m.in. po tym, jak rozpakowują się koleżanki blogowiczki, a ja tylko przenoszę z kategorii ciężarówki do reszty czytanych blogów. Ale ten czas zasuuuuwa!

wtorek, 2 sierpnia 2011

Zakupoholiczka...

Nasza córka kocha zakupy. Dziś w meblowym, aż musiałam usiąść, tak podskakiwała z radości, że za miesiąc będzie miała cudne mebelki w swoim pokoiku ;).

PS. Byłam w pracy. I dobrze, że jestem na L4.

niedziela, 31 lipca 2011

Lipcopad się konczy...

...jutro już sierpień, potem wrzesień i ten nasz październik. Ale ten czas leci, ale leci. Pamiętam tą lutową, zimną i szarą niedzielę, kiedy to zrobiłam test, a w brzuchu była dosłownie mała kropeczka. A dziś, prawie siedem miesięcy później - też jest niedziela, też szara, choć ciepła i ta moja kropeczka jest już tak duża, że nie sposób nie zauważyć jak się rusza w brzuchu.
Każdy dzień tej ciąży staram się zapamiętać jak najmocniej, celebruję wręcz ten czas, sto razy dziennie przeglądam się w lustrze, noszę tylko i wyłącznie dopasowane ubrania, żeby ten hanulkowy domek był jak najbardziej widoczny. Zwalniam, zostawiam gdzieś tam w kącie wrodzoną nerwowość, właściwie cała jestem spokojem, dobrymi myślami. I mam nadzieję, że mojej córce jest dobrze ze mną. Bo dla mnie, te chwile, to najpiękniejszy czas w moim życiu. Bo nigdy przenigdy nie czułam się tak pewnie siebie i spokojnie :) I bardzo siebie lubię teraz. Nie tylko za super cerę, mega twarde paznokcie i lśniące jak nigdy włosy ;) I nawet się nie przejmuję moimi udami z galarety i latającym tyłkiem (dosłownie! sprawdzone), choć taki stan byłby kompletnie nie do pomyślenia jeszcze parę miesięcy temu!


PS. A w piątek zaczynamy remont naszego nowego mieszkanka. Dotychczasowy dom wygląda jak magazyn, a ja jak słoń w składzie porcelany ;). Mój wrodzony pedantyzm został wystawiony na olbrzymią próbę, bo jak tu zachować idealny ład w pomieszczeniach zastawionych w połowie kartonami, foliami i torbami? Już dałam sobie na spokój, choć początkowo pół dnia spędzałam na próbach zapanowania nad tym chaosem.
Poza tym w nowym mieszkaniu zmieniamy jednak terakotę w holu i kuchni oraz glazurę w kuchni. Trochę to niespodziewany wydatek, który trochę też spędza mi sen z powiek, bo nie wiem czy wyrobimy się finansowo, bo w kolejce na zakup czekają jeszcze meble dla Hani i sofa do salonu :/ Ach z tymi remontami. Zawsze wychodzi o milion więcej niż człowiek planuje i ma. Pocieszam się, że kafelki są tak ładne (gres a la toskania), że jednak było warto.

Nasze meble są w kolorze gruszy, a kafelki wybraliśmy bez tego podłużnego dekoru:


Na podłogę do kuchni i holu - terakota w tym jaśniejszym odcieniu. Wszystko będzie ułożone w karo, a na środku kwadrat z dekoru. Ściany w przedpokoju na 99,9 % będą w odcieniu pachnący cynamon z Dekorala, więc będzie fajny kontrast.