Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tiny Love. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tiny Love. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lutego 2012

Co kupić dla dzidziusia, czyli używamy, polecamy, odradzamy...

Pomyślałam, że zrobię taką notkę o naszych osobistych dzidziusiowych hitach i kitach
zakupowych. Może komuś się przyda? Pamiętam jak przed każdym zakupem, przeszukiwałam internet, więc może nasze małe doświadczenia komuś pomogą...

HITY:

1. Ubranka. Najwygodniejsze są body plus śpioszki lub półśpioszki, szczególnie w pierwszych miesiącach, kiedy dostęp do tyłeczka musi być łatwy i szybki, ze względu na jego częstość. Rożki to też fajne rozwiązanie w przypadku noworodków. Ciepło dla maluszka, pewnie się trzyma niedoświadczonemu rodzicowi. Dla starszego maluszka fajną rzeczą do spania jest śpiworek (Miaużonek nazywa to workiem na ziemniaki), szczególnie dla takiego kopacza jak nasza córcia ;).



2. Kosmetyki do mycia. Od początku używamy płynu do ciała i włosów Nivea Baby Nutri Sensitive oraz oliwki hipoalergicznej, również od firmy Nivea. Stosujemy od początku i Hanula ma śliczną, miękką i pachnącą skórkę. Zero podrażnień, reakcji uczuleniowych i innych tym podobnych historii.





3. Kremy do buźki. Na dwór smarujemy malutką Kremem na każdą pogodę od Nivea Baby, a na codzień kremem Bobo A+E firmy Linomag. Oba kosmetyki świetne - zero podrażnień, dobra ochrona.





4. Kremy do pupy. Sudocrem. Od początku li i jedynie. Efekt? Ani jednego dnia z jakimkolwiek pupciowym problemem.



5. Chusteczki do tyłeczka. Nasz numer jeden to chusteczki od firmy Johnson&Johnson. Duże, świetnie nawilżone (ale nie mokre), idealnie "wyciągają się" z pudełka zastępczego, czego nie można powiedzieć chyba o nawet oryginalnych wkładach (ale o tym później). Bałam się trochę tych chusteczek, ze względu na opinię o uczuleniach jakie powodują kosmetyki J&J. Jestem pozytywnie zaskoczona. Bardzo dobrym produktem są też chusteczki Dzidziuś firmy Cleanic. To nasz numer dwa.





6. Pieluszki. Od urodzenia używamy pieluszek Huggies, niedługo zaczynamy trzeci poziom ;) Plusem jest to, że pieluszki są bardzo naturalne, z bawełną. Nie znam się na składach chemicznych itp., ale mam wrażenie, że są o niebo mniej naszpikowane plastikiem, niż np. Pampersy, które nie przepuszczają żadnych zapachów, nawet dwutonowej kupy. Minusem jest to, że są dość sztywne, ale zgniatamy przed założeniem i jest ok. Zero reakcji alergicznych, zero przeciekania, odparzeń itp.



7. Akcesoria higieniczne. Świetne "wynalazki" to cążki Tommee Tippee, aspirator do noska Frida oraz mata do kąpieli. Mata to świetne rozwiązanie, jeśli kąpie się dzidziusia samodzielnie. Minusem jest niestety to, że trzeba często kupować nową, a przed każdą kąpielą wyparzyć (wiadomo- zarazki lubią takie gąbki).

8. Zabawki. Hanula jest jeszcze malutka i nie mamy za bardzo doświadczenia w krainie zabawek, ale muszę pochwalić dwa produkty firmy Tiny Love. Karuzelkę Klasyczną oraz Interaktywną Dwustronną Książeczkę. Oba produkty są świetnie wykonane, trwałe, w żywych, pięknych kolorach. Karuzelka to aktualnie największa miłość Hani, a książeczka umila leżenie na brzuszku. Produkty bez których obecnie nie wyobrażam sobie naszego dnia.





9. Smoczki. Poddaliśmy się po tygodniu od porodu. Parę firm wypluła, a z namaszczeniem ssie smoczki firmy Lovi. Solidnie wykonane, miłe dla oka, a co najważniejsze bezpieczne dla zgryzu i kształtem przypominające maminy sutek. Kupujemy już trzecie opakowanie (pakowane po dwa).



10. Butelki. Właściwie nie używamy, bo Hanula jest dzieckiem karmionym piersią, ale mieliśmy parę sytuacji pt. To chyba kolka!, kiedy małej podawaliśmy herbatki koperkowe. Podobnie jak ze smoczkami. Parę butelek było beeee. Najlepsza dla Hani jest butelka firmy Lovi, ta ze smoczkiem imitującym sutek. Ssie jak cycusia. Z uśmiechem i namaszczeniem ;)



11. Wyposażenie pokoiku dziecięcego. Niby rzeczy oczywiste, ale nie mogłabym się obejść bez: małej lampki nocnej z energooszczędną żarówką, przewijaka na łóżeczko, poduszki rogala do karmienia (po cc idealna do karmienia, potem na obolałą szyję mamy, a na koniec do podtrzymywania półleżacego malucha), leżaczka - bujaczka i przybornika zawieszanego na łóżeczko (pampersy, pieluchy, chusteczki prosto pod ręką).




12. Waga elektroniczna. Nie jest to na pewno artykuł pierwszej potrzeby (nasza waga to prezent od dziadków), ale jaki spokój z kontrolowaniem wagi! My mamy firmy Abakus baby, a waga pokazuje do 30 kg. Bardzo dokładna, zajmuje mało miejsca.



Coś dla mamy, czyli...

9. Krem na rozstępy. Za dosłownie symboliczną cenę. Olejek Babydream z Rossmanna. Codzienne smarowanie od stóp do głów dało efekt. Zero rozstępów na brzuchu, tyłku i udach. A wiem co mówię, bo rozrosłam się o 16 kg.



10. Maść na popękane brodawki. Polecam Lano-maść Ziajka. Stosowałam od końcówki ciąży (hartowanie) do pierwszych najboleśniejszych dni po ciąży. Pomogło, brodawki nie popękały.



11. Poduszka - rogal. Kupiłam z myślą o karmieniu, ale nawet nie wiedziałam jakim udogodnieniem będzie po moim niespodziewanym cc. Przez pierwszy miesiąc była używana do każdego karmienia, teraz albo na niej śpię, albo kładę Hanulę w pozycji półleżącej. Nasza jest firmy Ty i My. Elastyczna, dobrze dopasowuje się do ciała. Fajna rzecz.



12. Ubrania. Przez pierwsze tygodnie po ciąży, obolałe ciało najlepiej czuło się w legginsach i rozciągliwych tunikach z łatwym dostępem do dekoltu. Nie wyobrażam sobie również mojej aktualnej garderoby bez biustonoszy do karmienia, a skoro o piersiach mowa, to...

13. Wkładki laktacyjne. Przetestowałam chyba wszystkie dostępne na rynku i moimi faworytami są wkładki Johnson&Johnson. Miałabym innego faworyta, gdyby nie cena... Bo niestety, ale wkładki u mnie "idą jak woda", więc w konsekwencji ze względu na cenę i w miarę dobrą jakość, faworytem są te od J&J (ok. 15 zł za 50 szt). Dobrze chłoną, miękkie i w miarę tanie. Na drugim miejscu są wkładki Lovi, które są cienkie, praktycznie niezauważalne i superchłonne. Ale cena niestety dyskwalifikuje, bo 25 zł za 40 sztuk to jednak sporo...



14. Witaminy. Od początku stosuję witaminy Femibion. Dość drogie, ale efekty są. Póki co włosy nie wypadają, paznokcie się nie łamią, a dziury w zębach nie powstają ;)



15. Książki o ciąży. Z całym przekonaniem mogę polecić pozycję W oczekiwaniu na dziecko H. Murkoff, S. Mazel. Moja "Biblia" ciążowa. Precyzyjna, fachowa, szczegółowa książka. Bez zbędnych czy niedostosowanych do polskich realiów rzeczy.



A teraz coś mniej miłego, czyli:

KITY:

1. Ubranka. Nie przepadamy za pajacykami, bo, żeby dostać się do tyłeczka, trzeba rozpinać aż do połowy. Dla leżących maluszków nie najlepsze są też wszystkie ubranka z kapturami. Fajnie to wygląda, ale na wieszaku. Dziecko leży, a z tym kapturem nie wiadomo co robić. Na głowę założyć? Za gorąco przecież. I jeszcze... Ubranka wkładane przez głowę, te najmniejsze dla noworodków. Zgroza dla niedoświadczonego rodzice, stres dla maluszka - czym ty zakrywasz mi oczy?!

2. Kosmetyki pielęgnacyjne. Mam właściwie tylko jeden kit. Oliwkę Bambino. Bez obrazy, ale ona... śmierdzi normalnie, no!

3. Chusteczki do tyłeczka. Wszystkie firmy Pampers. Na początku używaliśmy tylko tych, a dziś wiem, że są o niebo lepsze. Chusteczki Pampers są dobrze nawilżone, ale małe i ciężko się wyjmują (po parę na raz i ciężko je rozłożyć). Są lepsze i tańsze.
Jeszcze przed porodem dostaliśmy też paczkę od firmy Huggies i o ile pieluszki są dla nas świetne, to chusteczki niestety... beznadziejne. Suche, zbite, trudno się wyjmują. Aż miałam wrażenie, że dostaliśmy przeterminowane chusteczki... Ale nie data ważności była jeszcze dłuuuga, więc niestety chusteczkom Huggies mówimy nie.

(w zamian za paczkę od Huggies, miałam zrobić notatkę, ale... zapomniałam, aż niedawno przeczytałam maila od Pani, która mi paczkę przysłała...)

4. Smoczki. Dla nas nie pasują ani Tommee Tippee (dziwnie ścięty smoczek, tak pod skosem), ani Avent (jakieś takie duże, a obudowa niewyprofilowana i odstaje od buźki).

5. Butelki. Nie dla Tommee Tippee. Dlaczego? Cycusiowa Hanula w ogóle nie chciała ssać, mimo, że smoczek imituje sutek. Poza tym butelkę ciężko się czyści, zostają osady (używamy płynu NUK), nie pasuje do standardowych podgrzewaczy i opakowań termoizolacyjnych. Ciężko dostępne.

6. Laktator. Niestety, ale firma Tommee Tippee znów nas zawiodła, albo my nie umiemy stosować ich produktów ;) Laktator po prostu nie ciągnie. Szkoda, bo zostałam bez odciągacza, a kasa poszła w siną dal.

7. Krem po po porodzie Mamma Mia Ziajka. Bardzo niewydajny (skończył się po dwóch tygodniach), zero efektów. Na szczęście niedrogi, więc ten kit nie szarpnął mnie po kieszeni.

8. Wkładki laktacyjne Bella. Stanowcze nie. Przemakają. Trzeba zmieniać kilka razy dziennie. Wyglądają jak duże waciki kosmetyczne, strzępią się po bokach. Bez obrazy, a dla mnie klapa.

9. Stelaż do wanienki. A tyle się naczytałam, że nie warto. Myślałam sobie - ja na pewno będę używać. Codziennie! I co? Stoi w piwnicy, bo w domu nie było gdzie schować tego metalowego ustrojstwa, a najlepiej kąpie mi się Małą w wanience postawionej na podłodze...

10. Wózek. Jak sobie przypomnę swoje wpisy o tym ile to się naszukałam i naczytałam o wózku idealnym... to aż mi głupio, bo nasz wózek firmy Bexa okazał się totalną, plastikową KLAPĄ. Po dwóch tygodniach wypadły łożyska z kół. Po dwóch miesiącach stelaż zaczął piszczeć i się trząść. Po trzech miesiącach zaczyna szwankować rączka od fotelika. Kiedy czekaliśmy na nowe koło, w zastępstwie używaliśmy wózka kuzynki. X-landera Priam. I pluję sobie w brodę, że nie dołożyliśmy paru stów i nie zainwestowaliśmy w znaną i sprawdzoną markę. Wózek kuzynki ma cztery lata i jest w genialnym stanie wizualnym i technicznych (normalnie jak opis aukcji mi wyszło ;). A komfort użytkowania... Bajka! Nasza Bexa pewnie się niedługo rozpadnie, a miała być to inwestycja na pewno do drugiego malucha. Niestety, czasem nie warto oszczędzać.

Ani KITY ani HITY, więc warto się wstrzymać...

1. Podgrzewacz do butelek i słoiczków. Jeśli karmi się piersią to podgrzewacz można sobie darować na pewno do momentu wprowadzenia stałych posiłków.

2. Osłonki na piersi. Jestem przezorna, więc kupiłam. I leżą sobie nierozpakowane.

3. Laktator. Jeśli będzie się z dzieckiem non stop, to właściwie też można sobie darować. Może się przydać na nawał, ale można też wziąć sprawę we własne ręce ;)

4. Ceratka pod materac. Okazuje się, że dzidziuś aż tak nie siusia ;)

5. Poduszka typu Klinek. Równie skuteczne, a bezpłatne jest włożenie pod materac np. ręczników, albo książek pod nóżki łóżeczka.

6. Pas poporodowy. Brzuch znikł sam (cud normalnie :), pas leży nierozpakowany.

7. Zbyt duża ilość mega wielkich podpasek. Może się okazać, że te wielgachne podpachy będziemy używać tylko przez kilka dni, a potem już śmiało będzie można stosować zwykłe, normalne podpaski. Mi zostały trzy opakowania, chyba potnę na waciki ;)))

8. Myjki, gąbki i inne szorowidła do kąpieli maluszka. Okazuje się, że najlepiej myje się maluszka własną ręką.

9. Pielęgnacja pępuszka. Chyba nie warto kupować żadnych specyfików do pielęgnacji kikutka, tym bardziej, że teraz zaleca się pielęgnację "na sucho". My nie smarowaliśmy kompletnie niczym, a pępuszek pięknie odpadł w 6 dobie. Na wszelki wypadek mieliśmy jednak parę gazików ze spirytusem, bo jak już wspomniałam jestem przezorna i wyznaję zasadę mojej babci: Lepiej nosić, niż prosić ;)

To by było na tyle. Jak sobie coś przypomnę to dopiszę.
A firmy chwalone proszę o kontakt w celu zapłaty za reklamę. Hehe, żartuję ;)

PS. Nie wiem co z tym całym ACTA. Zdjęcia są z Internetu, więc nie są moją własnością, chyba mnie nie zamkną, co?