środa, 29 czerwca 2011

Sukienka

Ubrałyśmy dziś z Hanulą niebieską sukienkę, bo ten kolor to mój ulubiony kolor ubraniowy. Podobnie jak Miaużonka, który dziś również na niebiesko, nie tylko w pracy ;). (zdjęcie w pracy i z ręki i dlatego jakość tak nie wymiarowo wyglądam). Poza tym jutro zaczynamy 24 tydzień:




Natomiast ulubiony kolor meblowo - domowy to brązowo - beżowy i tak też nasz domek cały wygląda:



Przyszłe mieszkanko też pewnie będzie w takich stonowanych barwach, bo ja po prostu uwielbiam takie klimaty - beże, drewno, wiklina :). Brąży, beże, ale poza kuchnią, bo ta będzie na niebiesko, bo musimy podporządkować się kolorystycznie pod meble po poprzednim właścicielu - piękna zabudowa kuchenna, której szkoda się pozbywać, więc zostaje. Dziś przyszły dwie pierwsze rzeczy zamówione do nowego domku - niebieski czajnik i reling z akcesoriami na kuchenną ścianę. Natomiast Hanulkowy pokoik najprawdopodobniej będzie na zielono - groszkowe ściany i klonowe meble. Już czatuję na dodatki :). Mebelki też już wybrane, tylko zamówić i zapłacić pozostaje ;). Bo zielony to natomiast mój ulubiony kolor jako kolor w ogóle i mam nadzieję, że córci się spodoba również.

No cóż... najbliższe miesiące zapowiadają się na szalone tempo i szalone wydatki. Wyprawka dla Malutkiej zbiega się z zakupami meblowo - remontowymi do nowego domku. Szaleństwo normalnie nas czeka! I między innymi dlatego planuję przejść w stan spoczynku zawodowego z końcem lipca. Żeby się ze wszystkim wyrobić i przy okazji ducha nie wyzionąć!

wtorek, 28 czerwca 2011

Byle do soboty...

Po powrocie do domu (ledwo się doczołgałam) popłakałam się ze zmęczenia. Przy kolejnej wizycie u gina poproszę o zwolnienie. Tylko nie wiem jak wytrzymam do tej połowy lipca :(

Nie daję już rady. Tzn. daję, ale po dowleczeniu się do domu padam nieprzytomna.
Basta.

niedziela, 26 czerwca 2011

Nowy tryb pracy

Mój organizm chyba pomału przestawia się na tryb czuwanie. Oto ja - śpioch nad śpiochy, od kilku tygodni wstaję skoro świt, bo po prostu spać nie mogę!
Cały tydzień obiecuję sobie, że w niedzielę wyśpię się za wszystkie czasy. Przychodzi niedziela i wstaję o 7.00...

sobota, 25 czerwca 2011

Sobota

od momentu powrotu z pracy (po 15stej) kanapuję z maminymi pisemkami, nowym Zwierciadłem oraz Zaginionym pergaminem P. Vandenberga.

Jakiś humor mam dziś nie najlepszy. Może to pogoda, może to ta codzienna gonitwa, może to to, że wciąż się z Miaużonkiem mijamy w drzwiach. Na poprawę humoru zjadłam całe opakowanie krakersów cebulowych. Zaczynamy 6 miesiąc, a ja na plusie mam już 7,5 kg. No cóż takie krakersiki i inne żelki z powietrza się nie składają.

Btw brzucholek aktualnie wygląda tak:



A Czworonog leży i patrzy, co też ta pani tak się wyginą przed tą szafą:




Poza tym miło, że rośniemy (wzdłuż i wszerz), ale przerzucam się z balsamu na olejek Babydream z Rossmanna. Na wszelki wypadek. Ostatnio moja łazienka oblężona jest przez rossmanowskie produkty (Isana, Babydream). Tanie to i tak dobre, że aż szok.

środa, 22 czerwca 2011

Wizyta

a nasza Hanusia (jednak!) waży ok. 490 g i ma ok. 22 cm długości. Wszystko pięknie wymierzone, serduszko osłuchane. Na ekranie USG widziałam jak Hanula się rusza i jednocześnie to czułam. Cuda cuda cuda cuda.

Jutro zaczynamy 23 tydzień. :)

Tak mnie nosi, że zaraz padnę ;) Stres odchodzi ;) I dostałam taką dawkę szczęścia dziś, że też chyba padnę ;)

wtorek, 21 czerwca 2011

Czas...

Moja koleżanka, która urodziła przed 6 tygodniami, mówi, że po 20 tygodniu ciąży czas leci jak szalony. Coś w tym jest, bo ani się obejrzałam, a jutro zaczynamy 23 tydzień. I czas rzeczywiście pędzi jak szalony, a obowiązków przybywa. Ot, np. dziś w pracy spędziłam 11 godzin z godzinną przerwą na obiad. Zaraz też zaczynamy przygotowania do przeprowadzki, potem zakupy do nowego domu, zakupy rzeczy dla Maluszka, meblowanie, remontowanie... Szaleństwo istne, ciekawe co jutro powiem doktorowi, kiedy się spyta czy mam czas na odpoczynek i czy się oszczędzam :/...

Właśnie. Jutro wizyta i spotkanie z Hanulką. Nie mogę się doczekać i ... zżerają mnie nerwy...
Nie wiem jak wysiedzę jutrzejszy dzień w pracy. To najdłuższa przerwa między wizytami, bo 5 tygodniowa. Gdybym mogła to byłabym na usg co dwa tygodnie ;)

Poza tym, chyba zaczynam czuć się inaczej, tzn. nie mogę już przemieszczać się z prędkością światła. A jak za długo chodzę czy stoję to normalnie bolą mnie pięty! Dobra, dobra, dość narzekania ;) - niech Hanula rośnie zdrowo, wszystko wytrzymię ;) Acha, coraz częśniej kopniaczki czuję przez skórę, tzn. po przyłożeniu ręki! Cuda normalnie!

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Glukoza

nie była taka zła, bo z sokiem z połówki cytryny smakowała dość ciekawie, jak lemoniada ;). Gorzej było z kłuciem, bo przy trzecim - ostatnim, może zmaltretowane żyły postanowiły się schować, więc wizytę w lab. zakończyłam z siniakami :/

A dzisiejszy - wolny dzień od pracy spędzamy sobie na kanapie z kolegą Leniem. Miłe towarzystwo, nie powiem, miłe ;)

Btw, mam obsesję na punkcie mojego brzucha. Codziennie sprawdzać jego wielkość i z lubością przeglądam się we wszystkim, w czym można- od czajnika po sklepowe wystawy ;)))

niedziela, 19 czerwca 2011

Moja mama...

właściwie skompletowała już wszystkie ubranka - od urodzenia do 3 miesiąca. Nic mi nie mówiąc rzecz jasna. I oczywiście znając moją mamę i jej "zapobiegliwość' wszystkiego mamy 3 razy więcej.
Ubranek naliczyłam się 60 sztuk. Nie liczyłam już skarpeteczek, łapek i czapeczek. Taką to mam kochaną mamę i szaloną ;)))

Najchętniej uprałabym, wyprasowała i ułożyła już wszystko w nowym pokoiku w nowym mieszkanku :))) Wszystko jest takie śliczne, kolorowe, delikatne i malutkie.

Poza tym jutro badanie glukozy. Cytryna już zakupiona. Ciekawe jaki będzie wynik po dzisiejszej dawce lodów, którymi zajadałyśmy się z mamą w cukierni...

środa, 15 czerwca 2011

Tradycja

nowa powstaje. Fotografowania brzucha co tydzień. Jutro zaczynamy 22 tydzień:



Coraz częściej Hanine ruchy daje się wyczuć przykładając rękę do brzucha. Udało się już Miaużonkowi przywitać z córeczką - kopnęła jak tylko poczuła jego dłoń na brzuchu.

:)

PS. Jutro rano mamy pierwszego chętnego do obejrzenia mieszkania. Moja natura pedantki woła o gruntowne porządki, ale ołowiane nogi odmawiają posłuszeństwa, więc idę za głosem rozsądku i po całym pracowym dniu leżymy sobie i czekamy, aż upiecze się pyszna zapiekanka. I stanowczo nie liczymy kalorii, hehe.

wtorek, 14 czerwca 2011

Dom

dziś o godz. 9:30 zostaliśmy właścicielami naszego nowego mieszkanka. Z dniem 31.07. możemy się już wprowadzać.

I zaczynamy szukać lokatorów.

sobota, 11 czerwca 2011

Nie jestem superwoman...

zerwałam się wcześniej ze szkolenia, w zlewie brudne naczynia, na suszarce pranie błaga o prasowanie, a my z córcią siedziby sobie, gibamy się i śpiewamy hity mojego dzieciństwa, czyli przeboje Fasolek ;)

I dobrze nam jak cholercia ;)


PS. Poza tym w ten weekend bardzo tłoczno u nas, bo nocujemy naszych studentów- czyli moją siostrę i mojego szwagra ;). Czworonog padł jak zabity i leży tak już od paru godzin, nieprzytomny z nadmiaru pieszczot i szczęścia.
Poza tym dziś spaliśmy tylko parę godzin, bo sąsiedzi z klatki obok postanowili zrobić imprezę roku. Czy już kiedyś pisałam, jak cholernie się cieszę, że w końcu się stąd wyniesiemy?

środa, 8 czerwca 2011

Suwaczek centralnie

w połowie. Zaczynamy 21 tydzień. A nasza rodzinka wygląda tak (wg. Miaużonka):



Poza tym dostaliśmy zgodę na zadłużenie ;) i najprawdopodobniej z początkiem sierpnia zamieszkamy już w nowym cudnym, słonecznym mieszkaniu z szeregiem drzew za oknem i najpiękniejszym w naszym mieście parkiem kilkaset metrów dalej.
Uff śmiem napisać uff.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Uffff....

ale gorąco... Siedzimy dziś z Czworonogiem (tzn. czworonog leży i dyszy nieborak nasz) i Córeczką (plumkającą aż milo, a najlepiej po lodach) przy zasłoniętych oknach, a w naszym mega zimnym mieszkaniu i tak mamy 28 stopni, podczas, gdy za oknem (w cieniu notabene):


Od zawsze jestem upałolubna, ale tegoroczne lato zapowiada się interesująco, bo: już ciężej mi się oddycha, nogi ważą dwie tony i... spaliłam sobie przedramiona, mimo, że siedziałam w cieniu! (w ogrodzie rodziców, wczoraj przy achjakżeprzepysznej karkóweczce z grilla). Od dziś niezbędną rzeczą w torebce (poza miliardem innych) będzie krem z filtrem!

Zaraz kończymy 20 tydzień i na chwilę obecną Hania inside wygląda tak (trochę niefortunne zdjęcie, bo i z ręki i z komórki, ale jestem po prostu lenieniem i wolę "puszczać" zdjęcia blutoothem, niż bawić się w kabelki itp. ;):



***

A jutro w pracy remament w moim dziale. No żesz muszą denerwować ciężarną, no muszą...Oczami wyobraźni widzę już te sceny dantejskie, te krzyki i biajatyki jutrzejsze... ;>
Ech, byle przeżyć do wieczora.

środa, 1 czerwca 2011

Dzien Dziecka

a nasze Maleństwo jest w połowie życia płodowego. Dziś zaczynamy 20 tydzień i wyglądamy tak :):



Teraz siedzimy z Malutką i relaksujemy się przy anielskich dźwiękach Celtic Women, Miaużonek przyrządza spaghetti z oliwkami, a wieczorem na córeczkę czeka jej pierwszy prezent z okazji Dnia Dziecka - przepiękna książka z bajkami :). I leżymy pod kołderką, bo pracowa klimatyzacja niestety zrobiła swoje... Ból gardła i rozbicie. Póki co cały dzień ratuję się herbatami z cytryną i miodem i modlę się, żeby do jutra przeszło :/

PS. Acha, Miaużonek mój miszczu upiekł dla nas biszkop z galaretką. Ot, takiego to mam męża! :)