nie była taka zła, bo z sokiem z połówki cytryny smakowała dość ciekawie, jak lemoniada ;). Gorzej było z kłuciem, bo przy trzecim - ostatnim, może zmaltretowane żyły postanowiły się schować, więc wizytę w lab. zakończyłam z siniakami :/
A dzisiejszy - wolny dzień od pracy spędzamy sobie na kanapie z kolegą Leniem. Miłe towarzystwo, nie powiem, miłe ;)
Btw, mam obsesję na punkcie mojego brzucha. Codziennie sprawdzać jego wielkość i z lubością przeglądam się we wszystkim, w czym można- od czajnika po sklepowe wystawy ;)))
:D historia z czajnikiem suuuper!:D
OdpowiedzUsuń