czwartek, 30 listopada 2017

Pierwszy miesiąc razem


Pierwsze dwa tygodnie listopada Rafał miał jeszcze wolne w pracy, ale ze prowadzimy firmę musiał wrócić do większości obowiązków. Na początku listopada urzadzilismy przyjęcie urodzinowe dla Hani, która 31.10.2017 skończyła 6 lat. Była to też okazja do zaprezentowania Jasia najbliższej rodzinie.
W listopadzie mieliśmy też pierwsza kontrolę bioderek oraz zakręcone pieluchowanie.
Cały listopad włączyłam też z karmieniem Jasia piersią. Nie było to łatwe zadanie bo Jas bardzo słabo ssal i przez to słabo się najadal, co kończyło się nieprzespanymi nocami.
Niestety, ale w połowie listopada Hanie dopadł potworny rotawirus. Rafał wrócił już do pracy i zostałam w domu z noworodkiem i cierpiącą sześciolatką. 10 dni trzymałam Jasia z dala od chorej Hani, co było trudnym zadaniem w mieszkaniu liczącym 47 m. 10 dni Hania walczyła z biegunka, wymiotami i temperaturą. A za ścianą płaczący noworodek. Do tego Rafał od rana do nocy w pracy i kompletnie nikogo do pomocy :(. Było bardzo ciężko i momentami nie wiedziałam jak się nazywam. W tym czasie 3 razy Rafał był z nią u pediatry i gdy byliśmy już o krok od szpitala, to Hania wyzdrowiala i zaczęła jeść. Niestety w czasie choroby mocno oslabla i straciła ok 3 kg z wagi, więc do końca listopada została w domu, żeby nabrać sił i odporności.
Niestety ale wtedy po niecalym miesiącu musiałam przestać karmić piersią Jasia, bo stres, zmęczenie i nieregularne posiłki sprawił, że Jaś przy cycu tylko się męczył. Po wprowadzeniu butelki, kompletnie inne dziecko. Najedzone. Spokojne.
W listopadzie zaczęliśmy też konkretne spacerowanie, a pierwsze dłuższe wyjście w czwórkę było 11 listopada, kiedy poszliśmy oglądać uroczystości związane z obchodami Dnia Niepodległości.
W listopadzie, póki Hanuli nie dopadł rotawirus, zaczęłam też odprowadzać ją z Jasiem w wozeczku do przedszkola na 9 i odbierać o 15. Niestety nie ma kto mnie w tym wręczyć, bo Rafał pracuje od 7.30 do 15.30,a po pracy jeździ zajmować się nasza firma i w domu nie ma go zwykle do ok. 19.
Jest to dość trudne, takie ranne wychodzenie z domu, szczególnie po nieprzespana nocy, ale z drugiej strony Jaś od malenkosci nie może narzekać na brak spacerów.
Na szczęście przedszkole jest na parterze, z pojazdem i szerokimi holami, więc manewrowanie wózkiem nie jest trudne.










czwartek, 2 listopada 2017

Pierwsze dwa tygodnie razem


Do domu wróciliśmy 14.10, wtorek wieczorem, a w środę rano okazało się, że muszę zostać sama z Hania i Jasiem. Rafał nie dostał jednak wolnego , a Hania się pochorowala. Nikt z rodziny nie mógł też wziąć tak niespodziewanie wolnego. Był to bardzo ciężki dzień, bo byłam jeszcze bardzo obolała i oslabiona. Hania była przeziębiona i z temperaturą. Nie wiem jak wtedy dałam sobie radę. Słabo ten dzień pamiętam.
Na szczęście kolejnego dnia była moja Mama, która wzięła urlop i kolejnego również. Jakoś dotrwalismy do soboty, od której zaczął się urlop ojcowski Rafała. Do końca tygodnia wydobrzala też Hania i już w poniedziałek mogła wrócić do przedszkola. Rafał miał urlop prawie miesiąc, więc w tym czasie mogłam dojść do siebie, poznać Jasia i odnaleźć się w roli podwójnej mamy. Urlop Rafała bardzo mnie odciążył, ponieważ zaprowadzal i odbierał z przedszkola Hanię, robił zakupy i załatwił wszystkie urzędowe sprawy związane z narodzinami Jasia. Sporo pomogli też nasi rodzice, którzy pierwsze tygodnie co parę dni przywozili nam gotowe obiady, bardzo to nam pomogło, bo długie stanie bardzo mnie bolało przez ok. miesiąc.
Sporo niespodziankę sprawiła mi też moja siostra która pod koniec października wpadła z niespodziewana wizyta na 3 dni. Na codzień moja siostra mieszka w Pradze, więc była to duża niespodzianka.
Pierwsza dwa tygodnie były też duża zmiana dla Hani. Dotychczas wszystko robiłam przy niej ja- szykowalam jej jedzenie, bawiłam się z nią, czy też kladlam ja spać. Teraz te zadania przejął tata, bo pierwsze dwa tygodnie spędziłam właściwie na karmieniu Jasia. Trochę się Hania buntowala, ale z biegiem czasu okazało się, że będzie coraz lepiej.
Pierwsze dwa tygodnie to był też czas wypracowania jakiegoś rytmu dnia i nocy. Oczywiście bywały noce, których w ogóle nie przespałam. Trochę mieliśmy też problemów z karmieniem piersią, ale o tym w kolejnym poście.