Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miaużonek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miaużonek. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 listopada 2011

Miesiąc

Dziś nasza Hanula skończyła pierwszy miesiąc... Kiedy to zleciało? Przecież dopiero przedwczoraj wróciłyśmy ze szpitala!



Refleksje???

Z każdym dniem mam coraz większą ochotę schrupać tą moją Hanulę ;)))

PS. Dziś mija 9 lat, odkąd z Miaużonkiem jesteśmy razem. OMG.

piątek, 9 września 2011

Mam w domu...

chorego faceta. Czyli równie dobrze mogłabym napisać, że nawiedziło mnie trzęsienie ziemi, huragany i powódź.

Na razie jest przymroczony gorączką i lekami, więc mam spokój.
Czworonog oczywiście wierny kompan w doli i niedoli:



I nie zbliżam się do niego na bliżej niż 3 metry, coby nas nie zaraził choróbskiem tfu tfu.

PS. Poza tym za każdym razem, kiedy odpalam mojego laptopa, to włącza mi się takie okienko z kamerką i za każdym razem zastanawiam się co to za Pyzia tam siedzi sobie. Może jestem egoistką, ale powoli zaczynam tęsknić za moimi kościami policzkowymi ;)
Ponadto przyszła jesień i pomykam sobie w spadochronie (czyt. poncho od rodziców w prezencie dostałam). A dziś przyszła przesyłka z butami, które mimo, że i tak o rozmiar większe to i tak lekko cisną. Rośniemy, nie ma co ;)))

PS2. Acha, dotychczas nie pamiętałam żadnych snów. Tj, przez całą ciążę nic. A dziś za to przyśniły mi się chwile po porodzie i szwy które miałam założone misternie jak drobny ścieg krawiecki. Tyle, że aż do ud. :/

wtorek, 30 sierpnia 2011

Na dzisiejszej wizycie

Haniutka machała nam rączką i pocierała z radości rączki :) Moja kochana kruszynka (1700 g) :)



BTW mamy już mebelki do jej pokoiku. Miaużonek jutro ma wolne, więc będzie składać. Nie mogę się doczekać :) Poza tym Miaużonek nie ma nade mną zmiłowania. Przyniósł do domu mega wielką pizzę, mimo, że wie, że to niezdrowe, tuczące i że zjem połowę ;)

poniedziałek, 4 lipca 2011

Wagary

byłam dziś w pracy tylko dwie godziny i poszłam na wagary. Trochę gryzie mnie sumienie, bo dziś właściwie drzwi się nie zamykają i któraś z dziewczyn będzie musiała pracować za mnie. Ale z drugiej strony - ledwie doszłam dziś do pracy - dopiero dziś dopadło mnie zmęczenie po weekendowym lataniu. I po dwóch godzinach w pracy myślałam, że wykorkuję - nie usiadłam ani na chwilkę, więc do 18 byłabym trupem zapewne.

Zaraz się kładę i postanawiam spać do wieczora.

Poza tym muszę się zebrać i obfotografować rzeczy, które mamy już dla Malutkiej. A mamy tego, oj mamy :)

Dobranoc.

PS. Z tego wszystkiego zapomniałam napisać, że Szanowny Miaużonek jest od 02.07.2011 dyplomowanym pedagogiem. A wczoraj dostał od córci kopniaka w nos i w ucho!

środa, 15 czerwca 2011

Tradycja

nowa powstaje. Fotografowania brzucha co tydzień. Jutro zaczynamy 22 tydzień:



Coraz częściej Hanine ruchy daje się wyczuć przykładając rękę do brzucha. Udało się już Miaużonkowi przywitać z córeczką - kopnęła jak tylko poczuła jego dłoń na brzuchu.

:)

PS. Jutro rano mamy pierwszego chętnego do obejrzenia mieszkania. Moja natura pedantki woła o gruntowne porządki, ale ołowiane nogi odmawiają posłuszeństwa, więc idę za głosem rozsądku i po całym pracowym dniu leżymy sobie i czekamy, aż upiecze się pyszna zapiekanka. I stanowczo nie liczymy kalorii, hehe.

sobota, 14 maja 2011

Sobota

Do 14-stej w pracy, a potem przez dwie godziny poszukiwałam prezentu dla nowego ziemianina K. i jego starszej siostrzyczki Z. Wcześniej obejrzałam parę rzeczy w internecie i dla Z. kupiłam zestaw do sprzątania, a malutkiemu K. trzy pary skarepeteczek, body oraz spodenki z polaru. Wszystko w kolorze niebieskim ;).
Miałam spory problem z doborem, bo oznaczenia rozmiarowe na ubrankach to dla mnie na razie czarna magia, hehe. Moje dziecię biedne będzie biegać w zgrzebnej koszulinie chyba ;). Żarty żartami, ale po raz kolejny znane, markowe sklepy mnie zawiodły. Po pierwsze - ceny, po drugie - jakość ubrań. A, że nie miałam dziś ani za bardzo siły, ani czasu, to zmuszona byłam zakupy zrobić tam. Jeden plus - w H&M widziałam fajne, ciążowe lniane spodnie, które można zawinąć do długości rybaczek, cena to 79.90 zł, więc nie jest źle. Po wypłacie trzeba będzie się po nie wybrać, bo moje dość grube spodnie grzeją mi w tyłek, że hej.

Poza tym, już w środę wizyta u gina, nie mogę się już doczekać na spotkanie z Maluszkiem, który chyba coraz częściej uderza w maminy brzuszek. Brzusio rośnie, choć moja Siostra uważa, że wygląda jak wzdęcie. Grubo się myli i sama ma wzdęcie. Muszę poprosić Miaużonka, żeby zrobił nam parę zdjęć, wszak jakąś kronikę rozwoju trzeba już zakładać, żeby była ku pamięci.
Acha. Przez właściwie pół dnia mam zgagę. Czasem, aż boję się jeść, ale apetyt mam, że hoho. Dziś na przykład zjadłam sajgonkę oraz pieczone ziemniaczki, więc chodzę i się męczę, ale Dzidziuli chyba smakowało bo zaczęło puszczać bąbelki ;))). Gdzieś wyczytałam mądrość jakąś ludową, że jak się ma zgagę, to dziecku włosy rosną. Nasze urodzi się z włosami do pasa, najwyraźniej.

Poza tym w końcu mam potwierdzoną na piśmie grupę krwi : A RH+, czyli najpopularniejszą na świecie. Natomiast Miaużonek, który przy okazji, jest dawcą krwi (RCKiK dziękujemy z Maluszkiem za czekoladki ;), ma najrzadszą poza AB- grupę, czyli B RH -. Takiego to oryginała mam w domu, a Maleństwo nasze może mieć którąś z owych grup (nasza mieszanka krwi daje całą feerię wyboru ;):

Grupa krwi matki:
Grupa krwi ojca:


Możliwa grupa krwi dziecka to: A, B, AB lub 0

Możliwy czynnik Rh to: Rh+ lub Rh-

I jeszcze jedno, mianowicie odczuwanie ciepła. Tak, jest mi wciąż ciepło, a przez te kilka gorętszych dni o mały włos nie zeszłam w pracy, więc teraz te osiem godzin mogę przeżyć li i jedynie dzięki wiatraczkowi. I pomyśleć, że jeszcze niedawno byłam sinym zmarźlakiem z lodowatymi rękami i stopami! Teraz jest wulkanem gorąca!

piątek, 6 maja 2011

Już MAJ...

Od kilkunastu dni nie mieliśmy internetu, a ponieważ tacy z nas specjaliści elektrotechniczni, nie wiedzieliśmy czemu, machnęliśmy ręką i po prostu więcej czytaliśmy (ja) czy spali (Miaużonek).
Dziś, kiedy w końcu otworzyłam naszego szanownego laptopa z zamiarem zmierzenia się z problemem braku sieci, o dziwo internet zaczął śmigać jak szalony. Dobrze, że do naprawy zabrałam się po sprzątnięciu domu i zrobieniu prania (tak, dziś mam wolny dzień od pracy, więc trzeba odpocząć), bo w przeciwnym razie wsiąknęłabym w sieć na długie godziny, a domowe sprawy leżały by sobie odłogiem.
Z internetem jest tak, że jak go nie ma, to raptem ma się wiele innych ciekawych rzeczy do zrobienia. A jeśli już jest i siądziemy przed komputerem, to pochłania nas strona za stroną na dłuuugie bezsensowne godziny.

***
Maj... maj... maj..., u nas na północy - standardowo zimno, szaro, mokro i wietrznie. Po kilku cudnie letnich dniach - powrót do zimnej i szarej codzienności. Jak na złość. Człowiek czeka z utęsknieniem na kwiecie kwitnące, świeże owoce, pachnącą świeżością trawę, klapki i zwiewne sukienki, a tu jak na złość... Jak nigdy czekam na lato... Bardzo mi potrzebna pozytywna, słoneczna atmosfera, bo wtedy wiem, że i humor będę miała lepszy i dzieciątko nasze będzie dzięki temu szczęśliwsze...

***
Wraz z datą ostatniej menstruacji, jestem teraz w 15 tygodniu i 2 dniu ciąży, więc zaczęliśmy z Maleństwem jego 16 tydzień. I... nie jestem pewna w 100 %, ale parę dni temu (tj. 1.05.) poczułam w dole brzucha takie jakby latające bąbelki. Od tamtej chwili nic, więc nie wiem, czy nie zawiodła mnie wyobraźnia czy też przewrażliwienie.
Mam już mały brzuszek, który nie mieści się już w żadne przedciążowe spodnie, więc przerzuciłam się na spodnie z gumą, które Bogu dzięki mam w nieograniczonych ilościach od siostry (troszkę większej rozmiarowo ode mnie ;).
Kolejne USG planowo za ok. 2 tygodnie i nie mogę się już doczekać, kiedy znów zobaczymy się z naszym Maluszkiem. I czekam, kiedy nasz Mikulek (?) zacznie dawać silniejsze oznaki - kopniaki.
Miaużonek każdego wieczora przykłada ucho do mojego brzucha i słucha co tam słychać ;). I mówi tak ślicznie do Maleństwa, aż mi serce topnieje i gula podchodzi mi do gardła. Nigdy nie myślałam, że spotkają mnie takie chwile cudne... Ech, co tu dużo gadać... Nie ma nic cenniejszego...

***
Dziś mam wolny dzień. Ale nie znów taki wolny od stresów niestety. Spokój skutecznie zakłócają mi telefony od mojej najbliższej współpracowniczki, na której zachowanie i opis wybryków szkoda marnować miejsce, nawet w wirtualnym, nieograniczonym powierzchniowo świecie. Jeden telefon odebrałam, co przepłaciłam parogodzinnym bólem głowy. Kolejne trzy telefony zignorowałam. To jedyna metoda na tą panią.
Inaczej spokoju nie miałabym nawet we własnym domu... w nielicznych wolnych chwilach...
Czasem, ostatnio nawet parę razy dziennie, a szczególnie kiedy jest nawał pracy, zasyp klientów i telefonów, i brak kogoś, kto by mi pomógł (więc właściwie codziennie), zastanawiam się nad L4. Szczególnie, że często ledwo dowlekam się do domu, a w domu padam wykończona i marzę tylko o śnie. Z jednej strony wiem, że nie mogę się tak przemęczać, ale z drugiej boję się zanudzenia na śmierć w domu. Póki co, jeśli wszystko będzie ok i będziemy się dobrze czuli z Maleństwem, to myślę, że popracuję do końca czerwca, żeby zdążyć przed największymi upałami i rozmiarem brzucha, który może już wtedy uniemożliwić całodniowe stanie na nogach i demonstrowanie Klientom pewnym produktów. Pożyjemy - zobaczymy...