Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mamma mia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mamma mia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 lutego 2012

Wydarzenie dnia, ba! nawet miesiąca!

To obroty :)



Poza tym do nowych zdolności dołączyło robienie takiego jakby pfuuu z pluciem. Ciekawa umiejętność. No i roześmiała się ta nasza Hania, że szok. Śmieje się od rana do wieczora, tak, że aż dostaje czkawki ;)

***

A w niedzielę, chrzcimy naszą Malutką. Mam nadzieję, że nie będzie płakać, bo kościół w którym odbędzie się msza, ma aż za dobrą akustykę.

Dla gości przygotowaliśmy małe upominki.

Pudełeczka...



... w których czekają słodkie aniołki :)



Mam nadzieję, że będzie to miła pamiątka :)

Już nie mogę się też doczekać tej uroczystości, coby to wskoczyć (w końcu!!!) w coś innego niż dres. Już od miesiąca czekają na mnie te piękne botki (po ciąży stopa urosła mi o rozmiar i ekhem... muszę wymienić wszystkie buty... ach cudne czasy mnie czekają ;). Pomyśleć, że ostatnio buty na obcasie miałam na nogach prawie rok temu (jak dowiedziałam się o ciąży to prawie od razu wskoczyłam w baletki i ciążowe ciuchy hehe). Mam nadzieję, że się nie zabiję:



A ta sukienka czeka już o wielu, wielu miesięcy. Kupiłam ją, kiedy byłam baaaardzo duża i marzyłam (czasami, bo tak w ogóle uwielbiałam być w ciąży i mieć wieeeelki brzuch), kiedy w końcu będę miała talię. Więc mam i nie zawaham się jej użyć!



No to się odwalę jak sto pięćdziesiąt, hehe ;)))

czwartek, 5 stycznia 2012

Gadu gadu



gadu gadu a szczególnie rankiem i nocą. Rozgadała się nasza Hanulka, aż miło! I śpiewamy razem piosenki, póki co najlepiej wychodzą nam kotki dwa, a córcia wtóruje aaa, aaa.

Poza tym śmieje się jak szalona, a już istna eksplozja radości jest wtedy, kiedy pogilgocze się Hanulę pod bródką i po nosku ;)

I jeszcze główka... Od jakiegoś tygodnia Hanula sama trzyma główkę w trakcie noszenia. Oczywiście cały czas ją asekurujemy ręką, bo wyczynia takie wygibasy, że czasem ciężko ją, tzn. całą Hanulę, utzymać! Niestety malutka nie cierpi leżenia na brzuszku, parę minut i basta, bo płacz! Co innego leżenie na brzuchu u mamy czy taty - tak możemy godzinami i wtedy Hanula przyjmuje piękną pozycję kobry ;)
Co do nocnego spania (bo w dzień to już raczej jedna 2 godzinna drzemka i czuwania po 30 minut) to śpi od 22:00 (ostatnie karmienie danego dnia) do 02:00 i potem do 05:00 lub 06:00 rano. Rano jemy i drzemiemy jeszcze do ok. 08:30. Śpimy razem, kiedy Miaużonek jest w pracy, a w inne noce Hanula wędruje do łóżeczka :). I w ogóle nie rozumiem tej nowej kampanii przeciw wspólnemu spaniu... Po pierwsze spiąc z dzieckiem, raczej żadna mama nie zaśnie jak kamień, a po drugie to uczucie ciepła, bliskości i bezpieczeństwa...

Tak poza tym, to chyba odbiło mi na punkcie mojej córeczki. Bo kiedy śpi, to myślę sobie - ach przeczytam te sterty prasy zaległej, ach przeczytam te książki zanim biblioteka zacznie się upominać, a ja... siedzę i gapię się na ten mały cud. I mogłabym tak godzinami. Bo zwariowałam normalnie!

I trochę mniej mnie w blogowym świecie i na blogach innym mam. Wpadam i wypadam, bo troszkę czasu brak, Miaużonek od rana do nocy w pracy, a tu - w tym mieście naszym jesteśmy całkiem sami, więc Babcie i Dziadkowie tylko z doskoku. Więc nasze dni to pełna systematyczność, żeby nam się czas na wszystko znalazł. I w konsekwencji odpada to, co nie najważniejsze, a Internet to straszny zjadacz czasu niestety.

czwartek, 1 grudnia 2011

Małe...

... a cieszy :)

Chodzi o takie małe hanine osiągnięcia, jak zatrzymanie wzroku na jakimś pokazywanym jej przedmiocie albo obracanie się z boczków na plecki, łóżeczkowe wędrówki (jeszcze jej nie złapałam jak to robi, tzn. jak raptem znajduje się leżąc w najlepsze w połowie długości łóżeczka) czy podnoszenie główki bez dramatycznego stękania ;). A w trakcie karmienia łapie mnie za palc, kładzie rękę na cycusiu i sama dziobkiem już do niego trafia.

Takie małe cuda :), a tak cieszą!

PS. A ja natomiast już jestem samodzielna w kwestii spacerów. Z naszego III p znoszę małą w foteliku na dół, wyciągam wózek z piwnicy, małą ładuję do wózka, a fotelik zostawiam w piwnicy. Po spacerze wszystko w odwrotnej kolejności. Póki co kondycję mam zerową i po tych operacjach jestem mokra jak szczur, ale myślę, że jeszcze parę tygodni i mistrzowie fitnessu będę mogli się schować :)

PS2. Notkę pisałam w trakcie karmienia :), więc chyba weszłam na kolejny poziom ;)