... wczoraj dostaliśmy telefon, że Hania dostała się jednego z państwowych żłobków (!!!), gdzie podanie składaliśmy w kwietniu, gdzie była hen hen daleko na liście rezerwowych, gdzie dzwoniliśmy co 2 - 3 tygodnie i wciąż słyszeliśmy, że nie, brak miejsc, dowiadywać się.
Jesteśmy w głębokim szoku.
Naprawdę głębokim.
Wciąż nie wierzę.
Nastawieni byliśmy na żłobki prywatne, gdzie okazało się i tak nie ma miejsc. Znaleźliśmy jeden jedyny w miarę blisko domu, gdzie Hanula dostałaby się na jakieś 70 - 80 %, więc ten też nie był pewny. Prawdę mówiąc, mimo, że blisko domu (5 minut dosłownie) to jednak trochę nas przestraszył (ale o tym napiszę później, kiedy już odwiedzimy nasz docelowy żłobek) i byłby chyba naprawdę ostatecznym rozwiązaniem.
Ale do rzeczy...
Hanula ma chodzić do żłobka już od 3.12 na okres adaptacyjny. Och, och, och. Zaraz zaleję klawiaturę... Bogu dzięki mamy jeszcze trochę czasu, zanim wrócę do mojej pracy (8 tygodni), więc mam nadzieję, że stopniowo pomożemy naszej Malutkiej w miarę bezboleśnie przejść tą ogromną zmianę w jej życiu. No i naszym - męża i moim.
Ten czas z Hanulką, który mogę spędzić w domu, to chyba najlepszy rok mojego życia. No, wiadomo, bywa cholernie ciężko, tym bardziej, że prawdę mówiąc bywają dni, że jem dopiero po 19, kiedy Mała śpi. Z jednej pensji starczy nam tylko na opłaty, więc Miaużonek pracuje po godzinach i w prawie wszystkie dni wolne, więc jest ciężko, czasem nawet bardzo, tym bardziej, że tu na miejscu nie mamy nikogo, kto mógłby nam pomóc przy Hanulce.
No i trzeba wracać do pracy. Niania opada, bo to praktycznie moja pensja. Nasze miasto, niby wojewódzkie jest jakąś czarną dziurą w kwestii wychowania małego dziecka - są tu tylko 4 państwowe żłobki, chyba dwa prywatne, parę to całodniowe punkty opieki. Wszystko przepełnione do granic. Nie ma żadnych klubików, domowych żłobków ani niczego w tym stylu.
No i oczywiście ceny. Jakiś koszmar...
Dlatego ten telefon to był cud normalnie jakiś!
Poza tym skoro muszę już oddać moją maleńką do żłobka, to chyba jednak lepiej, że idzie do państwowego. Są pod kontrolą, mają wykwalifikowany personel, doświadczenie, odpowiednią dietę. Żłobek do którego idzie Hanulka ma dobre opinie, więc mam nadzieję, że się uda.
Od kilku tygodni żyję w dużym stresie, bardzo przeżywam te zmiany, które nadejdą, tym bardziej, że Hanula od urodzenia jest ze mną właściwe non stop (poza weekendami, kiedy jestem w szkole) i tylko ja mogę ją nakarmić i uśpić... No własnie i o jedzenie i sen najbardziej się martwię... No i o choroby i o to, czy ją ktoś przytuli i czy nie będzie jest smutno... i o miliard różnych spraw. No i mam miliard czarnych scenariuszy w głowie...
Wiem, musimy myśleć pozytywnie i pozytywnie nastawić się do zmian... Miaużonek mi w tym pomaga, on w ogóle jest odporniejszy na problemy ;)... Bo reszta... hmmm... powiedzmy, że są osoby, które sieją panikę i wprowadzają nas w jeszcze większe nerwy...
No cóż. Byle do 3.12.
PS. A dziś mija nasze 10 lat razem. Łohoho, jakby to powiedziała nasza córusia ;)