niedziela, 30 grudnia 2012

Ona tanczy dla mnie ;-)

Hanula uwielbia disco polo... Hmm... Całą ciążę puszczałam brzuszkowi  Mozarta, Vivaldiego i Chopina, teraz ten mój cudak szaleje jak tylko usłyszy to całe pitupitu. A kiedy słyszy ten discohit "Ona tańczy dla mnie" to już w ogóle jest szaleństwo! Kręci sie w kółeczko z rękami w górze,wygina sie,kręci... Normalnie Taniec z gwiazdami. Muszę to nagrać,bo jest boska z tym tańczeniem. W ogóle jak tylko słyszy muzykę to zaczynają się szalone tańce łamańce :-).
Acha i śpiewa do wtóru dla Elmo ;-)

Nie ma co, Hani w duszy gra!

piątek, 28 grudnia 2012

Poświątecznie

Dziś jesteśmy już w domu, a w rodzinne strony wracamy na Sylwestra i Nowy Rok. Hanulę sprzedajemy Dziadkom i idziemy w tango ;)

Święta były bardzo udane, rodzinne, miłe i chyba po raz pierwszy bez spięć ;) A Hanula... to normalnie GWIAZDA! Kiedy ma widownię to dosłownie wychodzi z SIEBIE! Całymi dniami się śmiała, tańczyła, gadała, szalała, śpiewała i dosłownie była w SIÓDMYM NIEBIE! Jest bardzo towarzyska, bardzo bardzo bardzo :) Mam po prostu przeuroczą, przekochaną i przeszaloną ;) łobuziarkę!
Jadła wszystko, co popadnie, ale numer one to OCZYWIŚCIE pierogi drożdzowe z kapustą i grzybami! Po mamusi ;) Wzdęć i zatwardzeń nie było ;)

Mikołaj w tym roku zaszalał i dostaliśmy tyle fajnych prezentów, że szok. Naszymi się chwalić nie będę ;), ale Hanuli i owszem ;)
Córuś nasza dostała od Mikołajów i Mikołajek:
- tonę bluzeczek i sukieneczek, a tak pięknych, będzie się Hanula stroić do żłoba, że hoho
- taką prawie prawdziwą kuchnię, przy której może sobie stać i gotować ;)
- szalonego żółtwia, który jeżdzi, macha ogonem i szyją
- sanki (akurat chyba na przyszły rok, bo u nas śnieg był, ale się zmył i mamy wiosnę)
- kocyk w żabki razem z żabką
- tablicę znikopis z różnymi stempelkami
- zestaw CzuCzu "Znam Cyferki"
- świąteczką książeczkę
- grube kredki świecowe
- taki maziajek do kąpieli, którym można się malować
- pieniążki i trochę słodkości różnych

Zdjęcia po Nowym Roku, bo muszę zgrać od siostry.
Ogólnie było super :)
A dziś rozpakowywałam nas pół dnia!

niedziela, 23 grudnia 2012

Wesołych Świąt!

Wszystkim czytającym naszego bloga życzymy spokojnych,rodzinnych i pogodnych Świąt!

***
Choinkę mamy już od tygodnia, po to,żebyśmy sie mogli ją nacieszyć,bo jedziemy do rodziny jutro rano i wrócimy nie wiadomo kiedy ;-) jak dobrze pójdzie to po Sylwestrze, a jak źle (hmm... nerwy itp.) to po godzinie ;)

Dziś więc dzień pakowania i ostatniego sprzątania przed wyjazdem.

Miaużonek ma taki grafik na święta,że jestem w szoku i po raz pierwszy od paru lat w końcu będziemy razem spędzać te dni. Ostatnio widujemy go może po 2-3 godziny dziennie,więc jego dział kadr sprawił nam najlepszy prezent gwiazdkowy jakiego nawet się nie spodziewałam :-)
Bezcenne!

czwartek, 20 grudnia 2012

Gdzie jest smoczek???

Ano może być w...
- pralce,
- drukarce,
- śmietniku,
- bucie w szafie,
- koszu na pranie,
- kubku z kawą,
- szufladzie z maminą bielizną...

A my szukamy szukamy szukamy...

Następnym razem będzie o tym, co można znaleźć pod kolderką Hanuli ;-)

środa, 19 grudnia 2012

Długo...

nie pisałam, ale bezobjawowy taki tam katar Hanuli zmnienił się w infekcję wirusową z gorączką, brakiem apetytu, rozdrażnieniem i osłabieniem mojej Malutkiej. Na dodatek do mnie przypałętało się zapalenie ucha... więc ostatni tydzień mieliśmy dość ciężki.
Ale już jest dobrze, Hanutka od dwóch dni już nie ma gorączki, wrócił apetyt i dobry humorek. Póki co siedzimy w domu (Hania do żłobka pójdzie już chyba dopiero po Nowym Roku), coby być zdrowymi na Święta. Na szczęście Miaużonek ma zaległy urlop i kiedy tylko nie bierze dodatkowej pracy bardzo pomaga mi przy Hanuli, dzięki czemu mam czas posprzątać przed świętami czy wyskoczyć do sklepu po prezenty (już prawie skompletowane :)

A co tam u naszej Iskierki? Przede wszystkim od początku grudnia sama chodzi, a na dzień dzisiejszy już prawie biega :) Jest rozkoszna, coraz więcej umie pokazać i powiedzieć po swojemu. Naśladuje nasze ruchy i gesty, np. ostatnio bierze jakąś szamatę i szoruje wszystko, co popadnie ;) No tak, bo Mama ostatnio lata ze ścierą całymi dniami ;) Stara się też sama jeść, bierze łyżkę i np. kubek jogurtu i zasuwa z tym po całym domu. Je sobie i przy okazji je dywan, jedzą szafy, ściany i krzesła ;)
Ogólnie wszystkie czynność, tj. jedzenie, rysowanie, trzymanie czegoś, robienie papa itp. wykonuje lewą ręką. Hmm... zobaczymy... no ale Hanula może mieć w genach leworęczność, bo mój Tata jest właśnie leworęczny.

Poza tym Hanula jest prawdziwą córeczką Tatusia. Po prostu za nim szaleje. Z wzajemnością ;) Kiedy Miaużonek jest w domu, ja mogłabym już nie istnieć ;) Uwielbiam tych dwoje ;)

No i zdjęcia, dawno nie było!



































czwartek, 6 grudnia 2012

Zaczęło się...

... trzy dni w żłobku i mamy pierwszy w życiu Hani katar. I to od razu po pas!
No nic, kurujemy się do końca tygodnia w domku.

Zaczyna się.

wtorek, 4 grudnia 2012

Hania w żłobku, a mama...

siedzi w domu, gryzie z nerwów paznokcie, patrzy na zegarek i bardzo mocno stara się nie dzwonić do żłobka...

Dziś sama odprowadzałam Hanulę, a całą drogę powrotną przepłakałam. I teraz siedzę i dalej płaczę...

Hanutek do żłobka chodzi od wczoraj, na 2 - 2,5 h. Panie mówią, że wczoraj trochę płakała po naszym wyjściu, ale przestała i zaczęła się bawić i usmiechać.

Dziś chyba z pół godziny stałam pod drzwiami i nasłuchiwałam. Trochę płakała, jakieś 5 minut, potem już nie słyszałam... nie wiem, czy panie ją uspokoiły, czy zaniosły gdzieś skąd jej nie słyszałam. Chyba nie wiedziały, że stoję pod tymi drzwiami, bo się schowałam w kącie takim, że nie rzucałam chyba cienia. I tak stałam, stałam i normalnie nie mogłam się ruszyć z miejsca.

Czuję taki ból, kiedy ją zostawiam, że chyba najgorsze rzeczy jakie mi się w życiu przytrafiły, tak mnie nie bolały...

Musimy jakoś przez to przejść :(

_____________________
Upadate z południa

Miałam nie dzwonić, ale po godzinie zadzwoniłam, ale na szczęście pani powiedziała, że Hanula ładnie się bawi. Odebrałam Nutkę po 11. Zjadła pół talerza obiadku (łyżką, szok!). Była w bardzo, bardzo dobrym humorze, całą drogę powrotną buzia jej się nie zamykała. Trochę mi ulżyło. Panie mówią, że trochę popłakała po moim wyjściu (ha! jeszcze nie wyszłam wtedy ;), nie chciała pić kompotu (no tak, Hania to tylko woda woda i woda), zaczęła zauważać dzieci i panie, tańczyła do muzyki i ogólnie nie było źle. W tym i przyszłym tygodniu będzie jeszcze do obiadku, czyli do ok. 11:30, potem zaczniemy zostawiać ją i do drzemki...
Pomalutku, może się uda...

środa, 28 listopada 2012

Hanula idzie do żłobka...

... wczoraj dostaliśmy telefon, że Hania dostała się jednego z państwowych żłobków (!!!), gdzie podanie składaliśmy w kwietniu, gdzie była hen hen daleko na liście rezerwowych, gdzie dzwoniliśmy co 2 - 3 tygodnie i wciąż słyszeliśmy, że nie, brak miejsc, dowiadywać się.

Jesteśmy w głębokim szoku.
Naprawdę głębokim.
Wciąż nie wierzę.

Nastawieni byliśmy na żłobki prywatne, gdzie okazało się i tak nie ma miejsc. Znaleźliśmy jeden jedyny w miarę blisko domu, gdzie Hanula dostałaby się na jakieś 70 - 80 %, więc ten też nie był pewny. Prawdę mówiąc, mimo, że blisko domu (5 minut dosłownie) to jednak trochę nas przestraszył (ale o tym napiszę później, kiedy już odwiedzimy nasz docelowy żłobek) i byłby chyba naprawdę ostatecznym rozwiązaniem.

Ale do rzeczy...
Hanula ma chodzić do żłobka już od 3.12 na okres adaptacyjny. Och, och, och. Zaraz zaleję klawiaturę... Bogu dzięki mamy jeszcze trochę czasu, zanim wrócę do mojej pracy (8 tygodni), więc mam nadzieję, że stopniowo pomożemy naszej Malutkiej w miarę bezboleśnie przejść tą ogromną zmianę w jej życiu. No i naszym - męża i moim.
Ten czas z Hanulką, który mogę spędzić w domu, to chyba najlepszy rok mojego życia. No, wiadomo, bywa cholernie ciężko, tym bardziej, że prawdę mówiąc bywają dni, że jem dopiero po 19, kiedy Mała śpi. Z jednej pensji starczy nam tylko na opłaty, więc Miaużonek pracuje po godzinach i w prawie wszystkie dni wolne, więc jest ciężko, czasem nawet bardzo, tym bardziej, że tu na miejscu nie mamy nikogo, kto mógłby nam pomóc przy Hanulce.

No i trzeba wracać do pracy. Niania opada, bo to praktycznie moja pensja. Nasze miasto, niby wojewódzkie jest jakąś czarną dziurą w kwestii wychowania małego dziecka - są tu tylko 4 państwowe żłobki, chyba dwa prywatne, parę to całodniowe punkty opieki. Wszystko przepełnione do granic. Nie ma żadnych klubików, domowych żłobków ani niczego w tym stylu.
No i oczywiście ceny. Jakiś koszmar...

Dlatego ten telefon to był cud normalnie jakiś!

Poza tym skoro muszę już oddać moją maleńką do żłobka, to chyba jednak lepiej, że idzie do państwowego. Są pod kontrolą, mają wykwalifikowany personel, doświadczenie, odpowiednią dietę. Żłobek do którego idzie Hanulka ma dobre opinie, więc mam nadzieję, że się uda.

Od kilku tygodni żyję w dużym stresie, bardzo przeżywam te zmiany, które nadejdą, tym bardziej, że Hanula od urodzenia jest ze mną właściwe non stop (poza weekendami, kiedy jestem w szkole) i tylko ja mogę ją nakarmić i uśpić... No własnie i o jedzenie i sen najbardziej się martwię... No i o choroby i o to, czy ją ktoś przytuli i czy nie będzie jest smutno... i o miliard różnych spraw. No i mam miliard czarnych scenariuszy w głowie...

Wiem, musimy myśleć pozytywnie i pozytywnie nastawić się do zmian... Miaużonek mi w tym pomaga, on w ogóle jest odporniejszy na problemy ;)... Bo reszta... hmmm... powiedzmy, że są osoby, które sieją panikę i wprowadzają nas w jeszcze większe nerwy...

No cóż. Byle do 3.12.

PS. A dziś mija nasze 10 lat razem. Łohoho, jakby to powiedziała nasza córusia ;)

niedziela, 25 listopada 2012

Hanulkowe nowosci

Samodzielne przejscie dobrych paru metrow, cmokanie jezykiem jak galopujacy konik, robienie cacy po glowach,dotykanie zakazanych rzeczy i pokazywanie nunu paluszkiem,udawanie ze 'strzela' palcami. A co najciekawsze podaje ksiazeczke i mowi: cita :-). Poza tym pokazuje rozne rzeczy i mowi dac, albo mowi tam,kiedy pyta sie ja o jakas konkretna rzecz. Jest tak cudna i kochana,ze normalnie wymiekam z kazdym dniem coraz bardziej.


Nienawidzę PMSów

bo przez te kilka dni myślę negatywnie, jestem rozdrażniona i mój optymizm przepada gdzieś w jakiejś czarnej dziurze... i nie cierpię tych kilku dni...

po ciąży nie mam fizycznych objawów, ale psychiczny parodniowy dołek oczywiście wraca co miesiąc :(

@ przybywaj! ja nie mam czasu na dołki!

sobota, 24 listopada 2012

Rocznicowa ranka :)

28.11.12 minie... 10 lat odkąd jesteśmy razem z moim Miaużonkiem. Wykorzystujemy babcię i świętujemy już dziś :) Idziemy do kina na (moja słabość ;) ostatnią część Zmierzchu (mam nadzieję, że Miaużonek nie zwymiotuje na widok Edzia ;).

Już nie mogę się doczekać. Nie pamiętam kiedy ostatnio byliśmy gdzieś tylko we dwoje, chyba w lipcu, na rocznicy ślubu ;)

wtorek, 20 listopada 2012

Boli mnie serce...

potwornie, nieznośnie mocno i łzy mi się cisną do oczu, gdy tylko pomyślę o tym, że już za tylko lekko ponad 2 miesiące będę musiała oddać moją Hanulkę do żłobka i iść na miliard godzin do pracy.

Nawet jak o tym piszę, to płaczę :(

Niestety nie mamy innej opcji i muszę wracać do pracy, bo nie wyrabiamy finansowo, a i w mojej firmie dzieją się różne cuda, niestety.

Nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić jak będę musiała rozstać się z moją córeczką :((( Tyle przegapię :(((

Dobra, kończę, bo zaleję klawiaturę :(

piątek, 16 listopada 2012

Umarłam ze śmiechu

Nie, no, czeski jest boski!



PS. Hanulek po szczepieniu czuje się dobrze i póki co odjawów poszczepiennych nie ma. Acha, była tak zajęta zabawkami w gabinecie, że nie zauważyła, że ją kłują. Genialna jest ;)

środa, 14 listopada 2012

Hanexpress

Hanulek ma już 8 zębów (w weekend dołączyły dwie dolne dwójki, na szczęście bezobjawowo :). Robi po 6 - 7 kroczków. Nauczyła się przybijać piątkę i udawać, że czyści pałeczkami uszka.

Jutro mamy kolejne szczepienie (odra świnka różyczka) i... z nerwów boli mnie brzuch...

wtorek, 6 listopada 2012

Pierwsze urodzinki Hanuli

W sobotę świętowaliśmy wraz z najbliższymi pierwsze urodziny naszej Hanuli. Nasz cudak był w swoim żywiole, bo Hanula wprost uwielbia towarzystwo :)

Byli dziadkowie naszej Malutkiej, pradziadek (jedna prababcia niestety była w szpitalu, a druga odwiedziła nas następnego dnia) oraz rodzice chrzestni z wybrankami serc ;)

Był tort...



... a świeczkę zdmuchnęła Mama (bo Hanula była w szoku ;)



Były prezenty...























Hanula dostała od najbliższych rowerek (jeździ w nim dumna jak królowa!), kuchenkę z prawdziwymi kuchennymi odgłosami (od dwóch dni bawi się nią non stop ;), dotykową tablicę dotykową ze zwierzątkami, grającą ciuchcię na sznurku, 3 bluzeczki, nocniczek, pościel oraz pieniążki (fajnie, będzie na szczepienia, które już zaraz). Od nas dostała interaktywny sześcian z różnymi bajerami. Oj ma teraz tych zabawek, że szok ;)

Były przytulańce z najbliższymi...











Były wróżby...

po pierwsze... różaniec...



po drugie... długopis...



a pieniędzy nie chciała nawet tknąć, co widać po minie...



No cóż, chyba Hanula będzie skrybą u franciszkanów ;)

Było miło i wesoło, Hanula z nadmiaru wrażeń zasnęła jeszcze jak byli goście (i nic jej nie przeszkadzało, nawet gwar za ścianą, mimo, że zwykle budzi ją nawet bzyczenie muchy ;), a następnego dnia, wstała za to o 4 rano, zeszła z łóżka, pognała do nowych zabawek i tyle ją widzieliśmy ;)

środa, 31 października 2012

Roczek!

Dokładnie rok temu, o godz. 07:55 przyszła na świat nasza Hanulka!






Rok! Rok, rok, rok... wciąż to sobie powtarzam i wciąż nie mogę w to uwierzyć, że to już tyle czasu! Dla mnie nasza dziewczynka wciąż ma 3 miesiące i jest malutką, bezbronną kruszynką. A to już kawał kobietki!

Córeńko nasza najsłodsza, cóż ja Ci mogę życzyć tego dnia? Kochanie nasze, obyś zawsze była szczęśliwa, obyś była dobrym człowiekiem i dobrych ludzi spotykała na swojej drodze. I jeszcze wiele wiele, ale to już wyszepczemy Ci do uszka, Hanulko :)

Ostatni miesiąc pierwszego roczku Hanulki to przede wszystkim: samodzielne stanie, robienie po kroczek, dwa, umiejętność pokazania czego chce (zwykle mojej komórki). Z najnowszych umiejętności to pokazywanie jak sroczka gotuje kaszkę, klaskanie w otwarte dłonie (dotychczas było to klaskanie jedną łapką o wierzch drugiej), mówienie całymi zdaniami po swojemu (komedia normalnie), poza tym jak ktoś dzwoni do do domofonu, to Hanulka biegnie i woła Baba albo Tata ;) Roczna Hania umie naśladować kurkę i krowę, umie pokazać gdzie w książeczce jest kurka. Umie pokazać gdzie kto ma oczy i nos. Umie pokazać jaka jest duża, robi tany tany, papa, kocikoci. Umie wkładać i wyjmować przedmioty, otwierać i zamykać. Mówi mama, tata, baba, dzieć, dziadzia, daj, ja, dać, oć, nie, ta, oraz gada po swojemu całymi zdaniami.
Śpi zwykle raz dziennie po 1,5 - 2 h, chyba, że obudzi się wyjątkowo wcześnie (ok.6) to dosypia jeszcze ok. 30 - 45 min. ok. 9. Zasypia przed 19. Dalej nie je łyżeczką, za to do perfekcji opanowała jedzenie rączkami i większe kawałki sama rwie na mniejsze. Dajemy jej do jedzenia właściwie wszystko, choć do ulubieńców (zjadanych i połykanych ;) należą kotleciki z cielęciny, pulpeciki z mielonego, brokuły, kalafior, jabłka, brzoskwinie,banany i gruszki. No i bułeczki maślane i chrupki kukurydziane. Lubi też kaszki owocowe z Bobovity, je na śniadanie i na kolację i potrafi wytrąbić całą butlę w sekundę. Dalej budzi się w nocy i dalej chce mleka (ok. 24 - 01) i niesposób oszukać ją wodą czy sokiem (soków nie cierpi notabene). Mleko i już. I spi wtedy do rana.



















Ogólnie jest po prostu cudna. Żywa, wesoła, nie boi się ludzi. Nie usiedzi ani chwili w miejscu, wciąż coś kombinuje, układa, przestawia, wrzuca, wyrzuca, otwiera i zamyka. Mała iskierka. Śmiejemy się, że jak wsadzić jej w pucię żarówkę, to zacznie świecić ;)
Ogólnie mogę śmiało rzec, że narodziny naszej córci i życie z nią, to najwspanialsze wydarzenie, jakie nam się w życiu przytrafiło.

Sto lat, Hanulko!

PS. Impreza urodzinowa w sobotę! Normalnie nie wiem, za co i jak się zabrać!