środa, 19 grudnia 2012

Długo...

nie pisałam, ale bezobjawowy taki tam katar Hanuli zmnienił się w infekcję wirusową z gorączką, brakiem apetytu, rozdrażnieniem i osłabieniem mojej Malutkiej. Na dodatek do mnie przypałętało się zapalenie ucha... więc ostatni tydzień mieliśmy dość ciężki.
Ale już jest dobrze, Hanutka od dwóch dni już nie ma gorączki, wrócił apetyt i dobry humorek. Póki co siedzimy w domu (Hania do żłobka pójdzie już chyba dopiero po Nowym Roku), coby być zdrowymi na Święta. Na szczęście Miaużonek ma zaległy urlop i kiedy tylko nie bierze dodatkowej pracy bardzo pomaga mi przy Hanuli, dzięki czemu mam czas posprzątać przed świętami czy wyskoczyć do sklepu po prezenty (już prawie skompletowane :)

A co tam u naszej Iskierki? Przede wszystkim od początku grudnia sama chodzi, a na dzień dzisiejszy już prawie biega :) Jest rozkoszna, coraz więcej umie pokazać i powiedzieć po swojemu. Naśladuje nasze ruchy i gesty, np. ostatnio bierze jakąś szamatę i szoruje wszystko, co popadnie ;) No tak, bo Mama ostatnio lata ze ścierą całymi dniami ;) Stara się też sama jeść, bierze łyżkę i np. kubek jogurtu i zasuwa z tym po całym domu. Je sobie i przy okazji je dywan, jedzą szafy, ściany i krzesła ;)
Ogólnie wszystkie czynność, tj. jedzenie, rysowanie, trzymanie czegoś, robienie papa itp. wykonuje lewą ręką. Hmm... zobaczymy... no ale Hanula może mieć w genach leworęczność, bo mój Tata jest właśnie leworęczny.

Poza tym Hanula jest prawdziwą córeczką Tatusia. Po prostu za nim szaleje. Z wzajemnością ;) Kiedy Miaużonek jest w domu, ja mogłabym już nie istnieć ;) Uwielbiam tych dwoje ;)

No i zdjęcia, dawno nie było!



































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz