Wrzesień to przede wszystkim powrót mojego Męża do pracy, przyzwyczajania się do nowego miejsca, szkoły, ludzi. Dzieciaki, dzięki pięknej pogodzie każda wolna chwilę spędzają na podwórku. Musimy bardzo pilnować Jasia i zamykać drzwi, bramkę i bramę, bo wybiega sam na dwór ;) Ubiega buciki i już go nie ma ;)
Póki co odprowadzamy i przyprowadzały z Jasiem Hanię do i ze szkoły, ale myślę, że od października będzie chodziła już sama. Szkoła jest oddalona od naszego domu o ok. 8 minut spacerkiem i prowadzi do niej chodnik, więc jest prosto i bezpiecznie.
Duże zaskoczenie, ale bardzo bardzo pozytywne to poziom nauki. Wychowawczyni jest bardzo zaangażowana w pracę z dziećmi, co tydzień mają sprawdziany, prace domowe są również, ale w przypadku, gdy dziecko np. troszkę nie nadąża z materiałem. Są lektury do przeczytania, dużo dodatkowych (oprócz podręczników) materiałów, konkursy, programy i kółka zainteresowań. Póki co Hania chodzi na kółko języka angielskiego, a od wiosny chce się jeszcze zapisać na kółko ornitologiczne. Naprawdę duże pozytywne zaskoczenie!
We wrześniu przyszly też meble do salonu i moje książki w końcu mają swoje miejsce! Dotychczas część trzymałam w piwnicy, a część poupychana była w szafach ;)










