piątek, 25 marca 2011

Cudny...

dziś dzień. Oboje z Miaużonkiem mamy wolne - rano "odhaczyliśmy" labolatorium i zakupy (mam nową piżamkę i kapcie :), specjalnie na służbowy wyjazd do W-wy 1.04., kiedy to będziemy zwiedzać pewną fabrykę).
Teraz dochodzi trzecia, mam już wysprzątany na błysk domek, w piekarniku dochodzi obiad (pierożki w cieście francuskim), w radiu Brahms cichutko gra, a przede mną perspektywa całego wolnego weekendu! I nawet aż tak mocno mnie dziś nie mdli, o ile nie zacznie za parę godzin, bo ja oczywiście nie mam klasycznych mdłości porannych, tylko wieczorne, co jak mówi moja Matula - oznacza chłopca. Mikołajek czy Idusia. Nie ważne. Ważne, żeby zdrowe i szczęśliwe.

Pogodna paskudna, ale w moim sercu wiosna :))) Bo czegóż więcej do szczęścia potrzeba? Takie spokojne, dobre dni to właśnie jest szczęście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz