piątek, 29 listopada 2013

Mam komputer

jeszcze nie nasz, ale pożyczony bezterminowo, więc najbliższe dni spędzę na jeździe z zaległościami...

Ostatnie miesiące to były u nas same klęski elektroniczne. Najpierw padła klawiatura od netbooka, potem Hanula utopiła mój telefon (ktory ma abonament jeszcze do 10.2014), potem padł mi zastępczy chiński badziew.

Ale idzie ku lepszemu hehe ;)

Mamy w końcu normalny komputer (z klawiaturą!). A ja od dziś mam coś taniego, sprawdzonego i bez udziwnień:


Tylko szkoda, że nie czyta mi zdjęć z karty pamięci, której używałam w poprzednim telefonie. Miałam tam zdjęcia Niuni i jak już mam jak je wkleić w bloga, to telefon nie czyta. I jak na złość adapter zaginął w akcji :/

No dobra, to jedziemy z cofaniem się w czasie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz